Archiwum Polityki

A was się wykwateruje

Kamienicę na warszawskim Mokotowie oddano w prywatne ręce w lutym. Mieszkańcy, którzy chcieli wykupić od gminy swoje lokale, mają poczucie krzywdy. Pytają, dlaczego budynek oddano ludziom, którzy nabyli go już po wojnie w dziwnych okolicznościach i aż do tej pory nie interesowali się tą posesją. Nowi (starzy?) właściciele na wszelki wypadek ukrywają się w cieniu, nie ujawniają nawet nazwisk.

Pan Bubak z czwartego piętra miał 72 lata i lubił wystukiwać na pianinie standardy jazzowe z czasów swojej młodości. Któregoś dnia rano panią Bubakową zabrało pogotowie. Pan Bubak został sam z Funią, grubą, starą suczką kundelką. Umarł w nocy. Lokatorzy dowiedzieli się o tym rankiem, bo Funia głośno wyła i sąsiadów to wycie zaniepokoiło. Przyjechała siostrzenica Bubaków, otworzyła drzwi. Pan Bubak leżał w łóżku, miał zamknięte oczy. Wszyscy myśleli, że śpi, ale on już nie żył.

Polityka 37.2000 (2262) z dnia 09.09.2000; Kraj; s. 23