Archiwum Polityki

Sztuka szuka

Zwykło się – i słusznie – sądzić, iż najbardziej właściwym miejscem dla dzieł sztuki opuszczających pracownie artystów są muzea i ściany naszych mieszkań. Ale nie w Polsce. U nas rolę muzeów coraz częściej przejmują banki, hotele i zamożne firmy, zaś domowych ścian – pracownie artystów, które pęcznieją od namalowanych i niesprzedanych obrazów. W sztukach pięknych popyt wcale nie kształtuje podaży, a dzieł przybywa znacznie szybciej niż kupców.

Ostatnie dziesięciolecie przyniosło niezwykły renesans rynku antykwarycznego. Obrazy dawnych mistrzów osiągają na aukcjach zawrotne ceny. Niestety, w rywalizacji o względy kupujących sztuka współczesna pozostaje daleko w tyle. Nie przyjęło się traktować jej w kategoriach inwestycji na przyszłość. W społeczeństwie, w którym Jerzy Kossak jest jak malarski wzorzec z Sevres, rzadko kiedy na ścianie pragniemy mieć nowoczesność. Gromadzenie sztuki współczesnej nie stało się też – jak to jest na Zachodzie – symbolem prestiżu, dobrego gustu, wyrafinowania.

Polityka 37.2000 (2262) z dnia 09.09.2000; Kultura; s. 47