Archiwum Polityki

Romans z przedstawicielem organów

Polskie kryminały ze znakiem Srebrnego Kluczyka, Jamnika czy Labiryntu dawno trafiły do piwnic, na strychy i targi staroci sprzedawane po złotówce za sztukę. Na pożółkłych kartkach milicyjne Fiaty ścigają pędzące z piskiem opon Trabanty, w komendach stukają dalekopisy, eleganckie kobiety podczas przesłuchań dystyngowanym ruchem wyjmują z torebki Klubowe. Trwa pokątny handel walutą, prywatna inicjatywa spekuluje reglamentowanym towarem, kraj penetrują wywiady NATO.

Gdy po 1956 r. Iskry zdecydowały się wydawać powieści kryminalne, zastanawiano się jak skonstruować intrygę w kraju, gdzie nie ma wielkich fortun, testamentów, narkotyków i prywatnych detektywów i gdzie teoretycznie nie powinno być przestępczości. Wówczas trzej polscy pisarze przybrali pseudonimy i umieścili akcje swych powieści w realiach zachodnich. Maciej Słomczyński stał się Joe Alexem, Andrzej Szczypiorski – Morrisem Andrewsem, a Tadeusz Kwiatkowski – Noelem Randonem.

Polityka 37.2000 (2262) z dnia 09.09.2000; Kultura; s. 52