Archiwum Polityki

Pokażę wam to miejsce

Od lat trwa dyskusja, jak karać przestępców seksualnych. Sprawców zbrodni na tle lubieżnym nie odstrasza nieuchronność ani wysokość kary. W ich duszy tkwi choroba, której nie uleczy nawet najdłuższy pobyt w kryminale. Przypadek Szczepana W. jest tego najlepszym przykładem.

Szczepan W. ma 43 lata, z czego prawie dziewiętnaście spędził w więzieniach. Pierwszy raz stanął przed sądem za gwałt jako nieletni w 1974 r. Cztery następne wyroki miały podobną kwalifikację: gwałt, próba gwałtu, gwałt z ciężkim uszkodzeniem ciała. Po kolejnych odsiadkach Szczepan W. stawał się na wolności coraz bardziej agresywny. Ludzie z Piotrowic Nyskich, dokąd wracał po wyrokach, opowiadają, jak bezceremonialnie nagabywał kobiety, podglądał je wieczorami w mieszkaniach, podkradał schnącą na podwórzach damską bieliznę.

Polityka 37.2000 (2262) z dnia 09.09.2000; Społeczeństwo; s. 86