Drzwi „13 posterunku” zostały już zatrzaśnięte przed publicznością. Nie uczynił tego ani rozkojarzony Cezary Pazura, ani Marek Walczewski, który spokojnie mógł je pomylić z drzwiami od kasy pancernej, ani nikt inny z lekko szalonych policjantów. To scenarzysta i reżyser w jednej osobie, Maciej Ślesicki, zdecydował, że nadszedł czas, aby po pięciu latach skończyć z serialem. – Znudziła mnie ta robota – mówi. – Zwłaszcza że 90 proc. robiłem sam. Nie znalazłem ludzi z podobnym do mojego poczuciem humoru, nie potrafiłem stworzyć grupy scenarzystów na wzór takich, jakie pracują w Stanach. Kiedy kilka lat temu Lew Rywin zwrócił się do mnie z propozycją robienia sitcomu, uznałem tę propozycję za ciekawą, bo była to nowość na polskim rynku telewizyjnym. Teraz jednak wyżyłem się już w tym gatunku i chcę wrócić do fabuły.
Teściowa i pijak
Tylko twórcy „Pana Tadeusza” i „Potopu” mogą poszczycić się tak dużą widownią, jaka oglądała „13 posterunek”, z tą jednak różnicą, że w przypadku sitcomu zbierała się ona przed telewizorem co tydzień. – Przy pisaniu w ogóle nie brałem pod uwagę ludzi po czterdziestce, bo od początku wątpiłem, czy zniosą moje dowcipy – mówi Ślesicki.
Niezwykła popularność sitcomu przyniosła nie mniejszy boom popularności aktorom, którzy brali w nim udział. Niektórzy krytycy uważają jednak, że sitcomowa sława zaszkodziła jednemu z nich, a mianowicie Cezaremu Pazurze. W oczach publiczności utrwalił się aktorski obraz Pazury jako wiecznego nieudacznika, ofermowatego, choć sympatycznego (w końcu, kto z nas nie zalicza wpadek) głupka. W rezultacie z Pazury, który zapowiadał się na wszechstronnego aktora, wyrosła postać nieprzystająca w żaden sposób do pierwotnych oczekiwań krytyków.