Archiwum Polityki

Miękki Al

Mimo ośmiu tłustych lat, jakie przyniosły jej rządy w Białym Domu, Partia Demokratyczna dała się zepchnąć do defensywy. Na konwencji w Filadelfii republikanie przedstawili Amerykanom pociągającego prezydenckiego kandydata, George’a W. Busha, górującego w sondażach. Konwencja demokratów w Los Angeles miała przekonać wyborców, że ster warto jednak pozostawić w ich rękach i że powinien go dzierżyć Al Gore. Obecny wiceprezydent miał wyjść z cienia swego szefa, przy pomocy wunderwaffe w osobie senatora Josepha Liebermana – pierwszego w dziejach USA żydowskiego kandydata na wiceprezydenta.

Ale cień Billa Clintona okazał się wyjątkowo długi. Prezydent od razu narobił Gore’owi kłopotu – przyjechał z Pierwszą Damą na kilka dni przed konwencją i pławił się w blasku reflektorów na przyjęciach w Hollywood zbierając fundusze na kampanie Hillary do Senatu i na swoją bibliotekę-muzeum w Arkansas. Sztabowcy wiceprezydenta z trudem ubłagali go, aby przemówił już w poniedziałek – kiedy będzie mecz futbolowy, więc i większa oglądalność – i aby następnego dnia wyjechał z Los Angeles.

Polityka 35.2000 (2260) z dnia 26.08.2000; Świat; s. 35