Archiwum Polityki

Królik Boks

Na kilka dni przed walką Mike Tyson, pytany jak długo będzie trwała, oświadczył: „Tyle, ile potrzeba, aby kogoś zabić” i ostrzegał: „Ja nie żartuję, boks to poważna sprawa”. Na prowokacje „Bestii” Gołota odpowiadał dowcipami. Spokój i humor Gołoty przyjmowano jako dowód, że Polak nie daje się zastraszyć. 20 października w Palace of Auburn Hills Gołota stał się jednak kolejną ofiarą żelaznego Mike’a, choć inaczej niż wyobrażali to sobie polscy kibice. Może i lepiej, że stało się tak, jak się stało – dla nas i dla samego Gołoty.

Pod koniec pierwszej rundy Tyson trafił celnie Gołotę mocnym sierpowym ciosem. Polak upadł na deski, ale natychmiast się podniósł. Drugie starcie było wyrównane i nic nie zwiastowało nagłego przerwania pojedynku. Po przerwie Gołota odmówił jednak kontynuacji walki, odepchnął trenera i zszedł z ringu. Na ten widok Tyson wyskoczył z krzesełka niczym sprężyna i nie krył radości. Czyżby nie był pewny swojej przewagi w następnych rundach? Do tej pory na ogół sekundanci poddawali swoich zawodników wbrew temu, że rwali się oni do walki.

Polityka 44.2000 (2269) z dnia 28.10.2000; Wydarzenia; s. 18