Archiwum Polityki

Prymus Al, kumpel George

Teoretycznie, wszystko powinno sprzyjać kandydatowi demokratów Alowi Gore’owi. Przede wszystkim: koniunktura gospodarcza. Wiceprezydent zdecydowanie też wygrał serię trzech debat telewizyjnych ze swoim republikańskim konkurentem. Kryzys na Bliskim Wschodzie i przesilenie w Jugosławii zwróciły uwagę Amerykanów na arenę międzynarodową, gdzie urzędujący zastępca Clintona ma ogromne doświadczenie, a jego konkurent jest nieporadnym nowicjuszem. Tymczasem na dwa tygodnie przed głosowaniem sondaże opinii nie uważają Gore’a za pewnego faworyta.

Debaty telewizyjne przypominały psychologiczny komediodramat w trzech odsłonach zatytułowany: „Al Gore poszukuje swojego Ja”. W akcie pierwszym, odbywającym się w Bostonie, wiceprezydent natarł na Busha od pierwszego gongu, zasypał go gradem liczb i oskarżył, że jego plan obniżki podatków jest prezentem dla bogaczy, który zdrenuje nadwyżkę budżetową i zmusi do redukcji świadczeń społecznych. Argumentował logicznie, precyzyjnie i dobitnie. Gubernator Teksasu był często bezsilny, nie potrafiąc odpowiedzieć na zarzuty inaczej niż frazesami w rodzaju „ufam ludziom, nie rządowi”.

Polityka 44.2000 (2269) z dnia 28.10.2000; Świat; s. 34