Archiwum Polityki

Układ plemienny

Nie da się odtworzyć, kiedy okrzyknięto ich baronami. Przewodniczący rad wojewódzkich SLD urośli w siłę i znaczenie wraz z Leszkiem Millerem. Oni dawali mu kontrolę nad rozrastającą się partią. On dawał im poczucie pewności i – jak się dziś okazuje – także bezkarności. Przeżyli szok, gdy prokuratura sięgnęła po jednego z nich: Henryka Długosza.

Długosz to miłośnik wystawnego trybu życia i szybkich samochodów – tak mówiono o nim w SLD. Henio wiele potrafi – dodawano. Potrafił na przykład tak zorganizować przedkongresowy zjazd delegatów, że było jak za dawnych lat: zwarci i gotowi. Nie minęło kilkanaście tygodni, gdy Długosz poległ pod ciężarem afery starachowickiej i publicznie już nikt nie ośmiela się go bronić, choć w kuluarach można usłyszeć: Heniu ostrzegał kierownictwo, że w terenie źle się dzieje.

Polityka 33.2003 (2414) z dnia 16.08.2003; Kraj; s. 24