Archiwum Polityki

Młodość kontrolowana

Poza Hollywood, które produkuje trzy tysiące tytułów rocznie, w USA powstaje około tysiąca niezależnych filmów. Większość Amerykanów nie chce ich oglądać ani nawet o nich słyszeć. Mimo to imperium światowego kina pada na kolana przed debiutantami, którzy odnieśli sukces na tamtym hermetycznym rynku.

Po ostatnim festiwalu w Park City – największym przeglądzie niezależnego kina w USA organizowanym przez Sundance Institut – wielkie studia Hollywood na pniu wykupiły prawa do rozpowszechniania filmów nikomu nieznanych twórców, m.in.: Shari Springera Bermana i Roberta Pulciniego („American Splendor”), Dawida Gordona Greena („All the Real Girls”) oraz Toma McCarthy´ego („The Station Agent”). Dziwactwo? Niekoniecznie.

Poprzedni laureaci tego festiwalu: Steven Soderbergh, Quentin Tarantino, Kevin Smith, Robert Rodriguez, okazali się najlepszą inwestycją hollywoodzkiego przemysłu w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Harvey Weinstein, szef Miramaxu, obecnie jednej z najpotężniejszych wytwórni filmowych w USA, zbudował potęgę firmy wyłącznie dzięki młodym anonimowym niegdyś reżyserom, których w porę wciągnął w orbitę.

Zresztą nie tylko on, przechwytując najbardziej utalentowanych filmowców, zbił na tym fortunę. Kim są bracia Wachowscy, dziś nie trzeba nikomu tłumaczyć. Siedem lat temu obaj panowie startowali właśnie w Park City z debiutanckim filmikiem „Bound”. Wtedy byli niezależnymi, ambitnymi artystami, o których pies z kulawą nogą nie słyszał. Jednak czujni menedżerowie Warner Bros. natychmiast ich wyłowili. Dali im szansę, z której skwapliwie skorzystali, realizując „Matriksa” – jedną z najbardziej dochodowych trylogii w historii kina.

O czym opowiadają następcy Wachowskich i Tarantino? Skromny wycinek młodego niezależnego kina zza oceanu pokazywano na zakończonym właśnie przeglądzie Era Nowe Horyzonty w Cieszynie. Znaleźć tam można najrozmaitsze formy od komedii po egzystencjalne dramaty.

Polityka 31.2003 (2412) z dnia 02.08.2003; Kultura; s. 56
Reklama