Sąd Najwyższy rozpatrywał ostatnio ciągnącą się od długiego czasu sprawę przeciwko nieistniejącemu już dziennikowi „Życie” z powództwa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Mniej więcej w tym samym czasie szef mazowieckiego SLD Mariusz Łapiński wygrażał mediom. Te pozornie odległe sprawy łączyły się: Sąd Najwyższy – w sposób niezamierzony – udzielił odpowiedzi Mariuszowi Łapińskiemu.
Koncepcja byłego ministra, że wszystkie kłopoty świata polityki mają swój początek w mediach, nie jest nowa. W dodatku jest ona po części prawdziwa. Z pewnością rządziłoby się o wiele bardziej komfortowo, gdyby prasa nie wydobywała co i rusz na światło dzienne różnych grzechów wielkich tego świata. Można sądzić, że w cichości ducha pogląd byłego ministra podziela większość polityków. Zarazem są oni jednak na tyle rozważni, że się z nim nie wychylają.
Zachowanie Mariusza Łapińskiego jest zaskakujące, jako że stanął on murem za szefem swojego ówczesnego gabinetu Waldemarem Deszczyńskim, któremu nie tylko dziennik „Rzeczpospolita”, ale i organa ścigania postawiły bardzo poważne zarzuty o charakterze korupcyjnym. W tej sytuacji postulaty byłego ministra zmierzające do wzmożenia odpowiedzialności dziennikarzy, a być może restytuowania cenzury prewencyjnej brzmią już nie tyle szokująco, co po prostu śmiesznie. Na szczęście dostrzegli to jego partyjni koledzy z sekretarzem generalnym Sojuszu Markiem Dyduchem, który oświadczył, że mieliśmy do czynienia z prywatnym poglądem pana Łapińskiego, a nie stanowiskiem SLD. Jeszcze dobitniej ujął to minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk mówiąc, że dziennikarze nie zagrażają polskiej demokracji i nie ma potrzeby wprowadzania specjalnych procedur sądowych, aby przyspieszyć procesy przeciwko nim.
Z kolei w sprawie „Życie” vs.