Archiwum Polityki

Szał Matrixa

Po czterech latach od premiery głośnego „Matrixa” wchodzi na ekrany druga część trylogii braci Wachowskich. Sequel z pewnością przebije komercyjny sukces pierwszej części. Trudno jednak nazwać go intelektualną prowokacją, za co z kolei chwalono tamten film. „Matrix Reaktywacje” zdecydowanie lepiej wypada jako cyrkowe widowisko niż ostrzeżenie przed światem cyfrowej technologii.

Intrygujący pomysł opowiedzenia o ludzkości walczącej o przetrwanie ze zbuntowanymi, inteligentnymi maszynami, w realiach przypominających system operacyjny komputera, nie znalazł niestety ciekawego rozwinięcia w „Reaktywacji”. Wachowscy więcej uwagi poświęcili dopracowaniu do perfekcji efektów specjalnych niż pogłębieniu myślowej warstwy filmu. W efekcie ciekawy koncept zatrzymuje się na poziomie pierwszego odcinka, czasami zostaje nawet zepchnięty na dalszy plan, przesłonięty przez efektowne sceny gonitw, pościgów samochodowych i baletowych pojedynków kung-fu, dla których nie sposób znaleźć odpowiednika we współczesnym kinie akcji.

Czy to źle, że autorzy filmu wybrali taki wariant? Dla widowiska – wręcz znakomicie. Oglądając pełną napięcia 15-minutową sekwencję jazdy ciężarówki pod prąd po autostradzie pełnej rozpędzonych pojazdów, w których przeciwnicy toczą ze sobą walkę na śmierć i życie, trwamy w nieustannym podziwie dla pomysłowości realizatorów i kaskaderskich umiejętności aktorów. Pod tym względem bracia Wachowscy osiągnęli niebywałe mistrzostwo, kasując nie tylko pamiętną scenę z „Bullita”, ale i dziesiątki podobnych. Pojedynek na pięści i kopniaki w wykonaniu Keanu Reevesa z setką sklonowanych agentów, ukazany z nieprawdopodobną precyzją z wielu ujęć kamery, w zwolnionym i naturalnym rytmie tak, że przestaje się odczuwać różnicę pomiędzy filmem a symulacją komputerową – po prostu oszałamia. Takich atrakcji wcześniej w kinie nie było i pewnie długo jeszcze nikt ich nie powtórzy. Wszelako od dzieła, o którym pisano nie tylko w kategoriach utwo-ru rozrywkowego, w którym dostrzeżono sensowną próbę ożywienia nowoczesnego mitu o mesjaszu; od dzieła, w którym aż roi się od czytelnych nawiązań do prozy Dicka i gnostyckich legend – wymaga się odrobinę więcej.

Polityka 21.2003 (2402) z dnia 24.05.2003; Społeczeństwo; s. 106
Reklama