Archiwum Polityki

Socrealizm magiczny

Wwydanym właśnie tomie korespondencji Gabriela Garcii Marqueza z Europy, obejmującym lata 1955–1960, znajdują się zarówno lekkie w tonie sprawozdania z imprez kulturalnych (np. z XVI Festiwalu Sztuki Filmowej w Wenecji) jak i celne, przenikliwe obserwacje obyczajów panujących w byłych krajach komunistycznych, m.in. w Polsce i w Związku Radzieckim. Przyszły laureat Nagrody Nobla spisał je w 1959 r., dwa lata po swojej wielotygodniowej podróży po Europie Wschodniej z okazji VI Światowego Kongresu Młodzieży w Moskwie. Wspomnienia te zatytułowane „90 dni za żelazną kurtyną” stanowią najciekawszą część zbioru, układają się w swoisty raport na temat klęsk i cudów socjalizmu realnego.

Nie ma w nich charakterystycznego dla tamtych czasów zaczadzenia ideologią, prób usprawiedliwienia tępej dyktatury oraz biurokracji i koszmarnej nędzy reżimu sloganami o konieczności dziejowej itp. Marquez, pomimo sympatii, jaką darzy socjalizm, jest bystrym i trzeźwym komentatorem, szczególnie wyczulonym na nierozwiązywalne sprzeczności świetlanego ustroju. Gdy odwiedza Warszawę, zastanawia go np. „gęsty, obdarty tłum, który raczej ogląda wystawy, niż chodzi po sklepach”. Zauważa, że Polacy epoki wczesnego Gomułki są równie antyamerykańscy, co antysowieccy, a połowa z nich to katolicy, a zarazem komuniści. Z Krakowa zapamiętuje m.in. gorące spory doktrynalne ówczesnych dysydentów wykazujących całkowity brak zrozumienia dla spraw gospodarki. W pamięci zostaje też szok po wizycie w Auschwitz i trudny do usunięcia obraz widzianej tam walizki z ludzkiej skóry.

Stolicę światowego komunizmu, czyli Moskwę, Marquez nazywa „największą wioską świata”.

Polityka 28.2003 (2409) z dnia 12.07.2003; Kultura; s. 45
Reklama