Archiwum Polityki

Czapki z głów

W ostatnim czasie doszło w naszym kraju do brutalnego zderzenia moherowych beretów z atłasowymi kapeluszami. Dziś już o tym nie pamiętamy, ale podobne wojny czapkowe zdarzały się niejednokrotnie w przeszłości. Oto krótkie przypomnienie zmagań rodaków o prawo do nakrywania głowy tym, na co mają ochotę.

Polak zawsze był przywiązany do swego nakrycia głowy, o czym świadczy choćby desperackie postanowienie Rejenta, który straszy w „Zemście”: „Czapkę przedam, pas zastawię/a Cześnika stąd wykurzę...”. Czapka to najbardziej rzucający się w oczy wyraz naszej osobowości, czego świadomość miał nie tylko szlachcic nadzwyczaj kłótliwy, ale też bardziej współczesny plebejusz w gustownym bereciku z antenką. Janusz Głowacki w swej autobiograficznej książce „Z głowy” opisuje taką oto scenę, świadczącą o mądrości życiowej pewnej anonimowej staruszki, podróżującej ongiś wraz z pisarzem autobusem linii 116: „Na przystanku przy Miodowej kierowca powiedział, że dalej nie jedzie, bo przednim pomostem pchał się jakiś facet w bereciku i drzwi się nie zamykały. Więc wszyscy zaczęli go błagać, żeby dał ludziom żyć i wysiadł, ale on nic i widać było, że nie ustąpi. I wtedy ta staruszka zaskrzeczała ze środka:

– Berecik! Zrućta mu ludzie berecik!

Ktoś mu ten berecik zdjął, rzucił na chodnik i on bez słowa wyskoczył. Drzwi się zamknęły i autobus pojechał”.

Czapka jest jednym z najważniejszych rekwizytów pojawiających się w naszym narodowym dramacie – „Weselu”. Jasiek, który aspiruje do wyższych kręgów, nastroił „se pawich piór” i nawet marzy mu się „pański dwór”, jednak w godzinie próby haniebnie zawodzi i w finale może jedynie wysłuchać szyderczej piosenki Chochoła:

„Miałeś chamie złoty róg
miałeś chamie czapkę z piór”.

Dowód przywiązania do nakrycia głowy dała też niedawno olsztynianka Julita Kon – jedna z polskich bohaterek kończącego się roku.

Polityka 51.2005 (2535) z dnia 24.12.2005; Kraj; s. 28
Reklama