Archiwum Polityki

W poszukiwaniu kosmicznych braci

Czy życie na Ziemi jest wynikiem niebywale mało prawdopodobnego zbiegu okoliczności, który zdarzył się tylko tutaj? Z roku na rok naukowcy odkrywają coraz więcej planet podobnych do naszej. Na razie – same martwe.

Rok 2005 był łaskawy dla astronomów zajmujących się obiektami podobnymi do naszej Ziemi krążącymi wokół innych gwiazd. Kiedy w lutym ponad 200 badaczy przyjechało do Aspen w Kolorado, by dyskutować o powstawaniu i wykrywaniu planet poza Układem Słonecznym, spotkanie było okazją do ogłoszenia, iż odkryto osiem nowych planet. Wśród nich zidentyfikowany przez Aleksandra Wolszczana najmniejszy planetopodobny obiekt kosmiczny. Przy okazji pojawiły się spekulacje z lubością podchwycone przez dziennikarzy, że niektóre z tych planet mogą być wysadzane diamentami.

„Możemy znaleźć ziemiopodobne planety we wszystkich zakątkach (Galaktyki)” – zapewnił Wolszczan obecnych na konferencji dziennikarzy. Na potwierdzenie jego słów nie trzeba było długo czekać. W marcu dwa zespoły badawcze poinformowały, że udało im się po raz pierwszy sfotografować dalekie planety w ich własnym, a raczej odbitym przez nie, świetle. W czerwcu świat obiegła wiadomość o znalezieniu przez amerykańskich astronomów nie nazwanej jeszcze planety krążącej wokół gwiazdy Gliese 876 w gwiazdozbiorze Wodnika. Jest ona zaledwie siedmiokrotnie większa od Ziemi i prawdopodobnie jak ona zbudowana ze skalnego materiału. Potem prasa doniosła o odkryciu dwu nowych planet. Jednej, znajdującej się w stadium narodzin, w gwiazdozbiorze Hydry, i  innej, krążącej wokół gwiazdy w gwiazdozbiorze Herkulesa, o masie siedemdziesięciokrotnie większej od Ziemi.

A w połowie lipca tygodnik „Nature” opublikował odkrycie innego Polaka, Macieja Konackiego, który zidentyfikował szczególnie egzotyczną egzoplanetę w gwiazdozbiorze Łabędzia. Planeta ta, mniej więcej wielkości Jowisza, wyróżnia się tym, że ma trzy słońca (wywiad z Konackim poniżej).

Polityka 51.2005 (2535) z dnia 24.12.2005; Nauka; s. 110
Reklama