Archiwum Polityki

Człowiek i widmo

Rozmowa z dr. Maciejem Konackim z Centrum Astronomicznego PAN w Toruniu, odkrywcą pierwszej planety krążącej w potrójnym układzie gwiazd

Piotr Majewski: – To musi być wspaniała przygoda, taka wędrówka z teleskopem po niebie w poszukiwaniu nieodkrytych miejsc?

Maciej Konacki: – Moje poszukiwania mają wprawdzie w sobie coś z przygody, ale jest to ściśle zaplanowane „kosmiczne awanturnictwo”. Szperanie na ślepo oznaczałoby ogromną stratę czasu. Dzięki temu, że sporo już wiemy na temat gwiazd posiadających planety, możemy dość precyzyjnie zaprojektować listę kolejnych kandydatek do podglądania. Statystycznie rzecz ujmując – żeby znaleźć nową planetę, należy przyjrzeć się szczegółowo co najmniej 20–30 gwiazdom. Trzeba jednak wiedzieć, jak i gdzie ich szukać – podobnie jak grzybów w lesie.

Zadanie wydaje się łatwe – cóż to bowiem za problem spojrzeć na 20–30 gwiazd przez teleskop?

Nie wystarczy spojrzeć raz – wybrane obiekty trzeba obserwować dłużej. Technikę spektroskopowego (czyli na podstawie analizy widm promieniowania) odkrywania planet opracowano ćwierć wieku temu, zaś astronomowie nastawili się na przeczesywanie pod tym kątem gwiazd podobnych do Słońca. Gdyby uwzględnili w programie obserwacji więcej niż kilkanaście gwiazd, prawdopodobnie dokonaliby odkrycia o wiele lat wcześniej. W 1995 r. Szwajcarzy Didier Queloz i Michel Mayor natrafili na planetę wokół 51 Pegasi – notabene gwiazdy w dobrych warunkach widocznej nawet gołym okiem w konstelacji Pegaza. Odkrycia dokonali przez przypadek – zajmowali się bowiem niemającym nic wspólnego z planetami związkiem między magnetyzmem a krótkookresową aktywnością gwiazdy 51 Pegasi. Zaobserwowali powtarzającą się zmienność z regularnością 4 dni i nie skojarzyli tego z obecnością planety.

Polityka 51.2005 (2535) z dnia 24.12.2005; Nauka; s. 110
Reklama