Archiwum Polityki

Kiełbasa własnej roboty

Kibice piłkarscy mają nowego idola. To Grzegorz Piechna, lat 29, pseudonim Kiełbasa – łowca bramek, drapieżnik pola karnego i wyzwanie dla przepłacanych, wyżelowanych gwiazdorów ligi, ubranych w ciuchy od Armaniego.

Kult Kiełbasy rozlał się po kraju, o Kiełbasie mówią media, mówi pub i ulica, a w jego rodzinnej Kraśnicy w ostatnią niedzielę Chrystusa Króla, podczas sumy południowej osobiście wspomniał o nim z ambony ksiądz Jakubowski. Różnych królów mamy, nadmienił nawiązując do okoliczności, mamy też i króla strzelców piłkarskiej ekstraklasy, dodał, wzbudzając w świątyni pomruk aprobaty. Głowy zgromadzonych obróciły się w stronę ławki, w której siedział Jan Piechna, ojciec króla, zapanowała atmosfera wzruszenia i podziwu, wzruszył się i Jan Piechna, oko mu się zaszkliło, bo jak powiada, kto by się tego, kuchnia mać, spodziewał.

Stadion w Kielcach od miesięcy skanduje: „Chcemy Kiełbasy”, „Kiełbasa forever”, redaktorzy dzwonią non stop, kwiaty, gratulacje, wywiady. Dlatego, kiedy Kiełbasa po treningu wraca do domu, żona od progu mówi, że może by telefony powyłączać, żeby ich nie odbierał, tylko raczej dziećmi się zajął – dwuletnim Maksymilianem i dwumiesięczną Amelią. Trzeba to skończyć, mówi żona, osiągnąłeś wszystko, co chciałeś, pierwszą ligę masz, reprezentację masz, powinieneś Bogu dziękować. I Kiełbasa dziękuje, ale na razie na laurach nie spocznie, ma swoje pięć minut, ale chciałby z tych pięciu zrobić dziesięć, a jak się uda, to może kwadrans.

Grubasie, do budy

Mówi się, że na piłkarskie salony Kiełbasa wepchnął się bezceremonialnie i trochę na chama, bo szczerze mówiąc młody już nie jest, a styl gry, zdaniem piłkarskich estetów, ma dość toporny, lekko wieśniacki. Futbolówki nie popieści, zwodem nie poczaruje, a w wywiadach sam przyznaje, że techniki nie ma czasu pokazać, bo co dotknie piłki, ta już jest w bramce.

Polityka 51.2005 (2535) z dnia 24.12.2005; Społeczeństwo; s. 140
Reklama