Archiwum Polityki

Jak Fidel Kubie

Pod osłoną wojny irackiej Fidel Castro kazał aresztować kilkudziesięciu opozycjonistów. Pozostawił jednak na wolności najważniejszych: Oswalda Payę, Elizarda Sancheza i Vladimira Rocę. Co to za gra?

Agenci Seguridad, kubańskiej służby bezpieczeństwa, jeżdżą na ogół starymi ładami w kolorze brązowym lub zgniłozielonym. To do nich zabrali dysydentów. Akcja została przeprowadzona tak sprawnie, że o niektórych aresztowaniach najbliżsi dowiadywali się dopiero po kilku godzinach. W ciągu tygodnia zamknięto w całym kraju 78 działaczy opozycji.

Mogą zostać skazani na 20 lat więzienia za „działalność wywrotową” lub po prostu za „nieposłuszeństwo”. Mogą także zostać wypuszczeni za kilka tygodni lub miesięcy, bo akcja miała stanowić przede wszystkim ostrzeżenie dla nowego szefa amerykańskiej sekcji interesów w Hawanie Jamesa Casona, który ostentacyjnie zapraszał dysydentów do swej rezydencji. Castro rzucił wyzwanie Amerykanom: możecie sobie robić porządki na drugim końcu świata w Iraku, ale tu, na wyspie położonej u waszych wybrzeży, rządzę ja.

Ekipa telewizyjnych dziennikarzy pokazuje schludne pomieszczenia. Odświętnie ubrani, dobrze odżywieni obywatele podchodzą do urn, do których wrzucają listy przed chwilą wręczone im przez towarzyszki z CDR (Komitetów Obrony Rewolucji). Młodzi pionierzy pilnujący urny salutują w podzięce. Członkini komitetu wypowiada się przed kamerą: – W tym roku mamy więcej kandydujących kobiet, choć Kubanki wciąż w niewielkim stopniu interesują się polityką.

A teraz kamera wyłapuje starszego wyborcę. Staruszek wydaje się przestraszony, gdy dziennikarz zadaje mu pytanie, jak ocenia obecne wybory. – Są wolne i demokratyczne – recytuje szybko, lecz nagle zabrakło mu słów. Pytający natychmiast dopowiada: – Tajne i bezpośrednie.

Być może część Kubańczyków naprawdę wierzy, że uczestniczy w demokratycznych wyborach.

Polityka 15.2003 (2396) z dnia 12.04.2003; Świat; s. 49
Reklama