Archiwum Polityki

Chcecie ruskiego chuligana?

Eduard Limonow (1943) to jedna z najobrzydliwszych postaci współczesnej Rosji. Ten wychowany na Ukrainie syn enkawudzisty w latach 70. był objawieniem niezależnej sceny literackiej Moskwy, nie tylko ze względu na awangardowe wiersze, które pisywał, lecz także na szyte przez siebie, ponoć bardzo modne, spodnie. Nękany przez władze za te przejawy inicjatywy, wyemigrował do Izraela, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Tam napisał książkę, która wywołała największy skandal w ponadsiedemdziesięcioletniej historii rosyjskiej literatury emigracyjnej – „To ja, Ediczka” (1976).

Ta skandalizująca autobiografia dysydenta, który postanawia zostać pederastą – na złość żonie, która porzuciła go dla bogatego Amerykanina, i całej reszcie kobiet, które znienawidził, ukazuje się u nas z niemal 30-letnim poślizgiem. Przez ten czas Limonow zdążył wrócić do Rosji, gdzie założył partię faszystowsko-bolszewicką, wsławioną m.in. spaleniem polskiej flagi pod Ambasadą RP w Moskwie. Za nielegalne posiadanie broni trafił na rok do więzienia, z którego jednak już wyszedł. Obecnie ten szef skupiającej kilkanaście tysięcy rosyjskich skinów partii szykuje swych mołojców na antyputinowską rewolucję.

W filmie Pawła Pawlikowskiego „Serbski epos”, zrealizowanym przed 10 laty dla telewizji BBC, widać, jak Limonow przybywa z wizytą do serbskich watażków, ostrzeliwujących Sarajewo ze wzgórz nad miastem. Po wymianie paru zdań z serbskimi przyjaciółmi korzysta z okazji, by sobie postrzelać do „muzułmańców”.

Jego debiutancką powieść „To ja, Ediczka” warto przeczytać choćby po to, by zrozumieć, skąd biorą się takie monstra. Bohater książki jest nie tylko egoistycznym łajdakiem, z pretensjami do całego świata, ale na dodatek ekshibicjonistą, który z pełnym cynizmem wykorzystuje fascynację mieszkańców Zachodu tzw.

Polityka 17.2005 (2501) z dnia 30.04.2005; Kultura; s. 70
Reklama