Archiwum Polityki

Śmierć na żywo

Terri nie chciałaby żyć w ten sposób – mówi jej mąż Michael Schiavo. Tego ona sama nam nie powie. Ważne jest też pytanie, czy Terri chciałaby umierać tak, jak właśnie umiera – na oczach milionów ludzi oglądających amerykańskie telewizje. W zasadzie nie miałaby jednak wyboru: Ameryka kocha dramaty na żywo.

Chodzi, jak wszyscy wiemy, o przykutą do łóżka kobietę, od 15 lat, jak określają lekarze, w „permanentnym stanie roślinnym”, bez czucia i świadomości po ciężkim uszkodzeniu mózgu w wyniku ataku serca. Musimy jej mężowi wierzyć na słowo, bo żona nie spisała swojej woli w tej sprawie.

CNN i inne amerykańskie stacje telewizyjne od kilku tygodni non stop śledzą na żywo epilog tej tragicznej historii.

Globalna wioska pracuje pełną parą. Po naciśnięciu pilota widzimy wciąż te same, pokazywane w nieskończoność, obrazy nachylonej nad Terri i mówiącej coś do niej matki, twarz Terri, która zdaje się jakoś reagować na jej słowa i wodzić wzrokiem za trzymanym przez matkę balonikiem.

Polityka 13.2005 (2497) z dnia 02.04.2005; Temat tygodnia; s. 20