Archiwum Polityki

Mam grać?

Sex, drugs and rock’n’roll? Podobno nic z tych rzeczy. Jeśli dziś chcesz żyć z muzyki, musisz uważać. Musisz się pilnować, żeby mieć siłę dużo grać. Z samych płyt rzadko kto wyżyje. Dziś trzeba jechać obrotem – mówią muzycy. Ruszać w trasę – sezon właśnie się zaczyna – i brać wszystko, jak leci. Po to, by po prostu zarobić na chleb.

Kiedy zespół T.Love obchodził swoje 20-lecie, z tej okazji odbyły się dwie imprezy. Pierwsza, urządzona dla znajomych w warszawskich Hybrydach, miała przypomnieć czasy debiutu – piwo, luz, niekontrolowany żywioł na scenie, na której pojawiali się muzycy z pierwszego składu grupy, przerywając co jakiś czas piwne biesiadowanie. Druga, w Stodole, była już normalnym koncertem: zero używek przed występem, duży wysiłek w trakcie, a potem – byle szybciej do domu.

Trasa koncertowa, inaczej niż dawniej, nie przebiega dziś wśród wesołych libacji, ekstatycznych orgii i hotelowych awantur, a wspólne granie nie musi oznaczać przyjaźni.

Polityka 14.2003 (2395) z dnia 05.04.2003; Raport; s. 3