Archiwum Polityki

Biorą nawet ryby

„Tymczasem Sieciech, wróciwszy do Polski (Wielkopolski), kusił chytrze znaczniejszych spośród nich (wielmożów śląskich) obietnicami i darami i powoli przeciągał ich na swoją stronę”, pisał Gall Anonim. To jeden z najstarszych w naszej historii śladów łapówkarstwa. Później spotykamy ich znacznie więcej.

Nie znajdujemy jednak w źródłach informacji o większych podejrzanych machinacjach w Polsce piastowskiej. Nie widać też w najdawniejszych kronikach, by możni uzyskiwali immunitety, czyli przywileje od panującego księcia, wskutek jakichś dwuznacznych machlojek. A może to po prostu skutek słabo rozwiniętej gospodarki towarowo-pieniężnej: „coś za coś” było taką normą, że nikt nie zauważał w tym nic nagannego.

Przyszedł renesans, inna niż w średniowieczu wizja doczesnego świata, to i łapownictwo rozpleniło się znacznie.

Polityka 12.2003 (2393) z dnia 22.03.2003; Historia; s. 76