Archiwum Polityki

Po lewej na nowo

Te same twarze, te same języki. Tak przyzwyczailiśmy się do nich przez te kilkanaście lat, że nie potrafimy już sobie wyobrazić innej lewicy niż spadkobiercy poprzedniej epoki. A przecież jest to lewica z przypadku.

Ten, kto wstępował do PZPR albo do jej rozdrobnionych dziś następców, chciał raczej mieć swój kawałek władzy, niż „ugasić pragnienie działania w źródle lewicowych idei”. Dostęp do pieniędzy, odziedziczony aparat i przyzwyczajenie mediów do istniejącego spektrum poglądów i organizacji politycznych sprawiają, że wrota do zmiany sposobu rządzenia w Polsce pozostają wciąż zamknięte dla nowych środowisk. Klasie politycznej towarzyszy jednak rosnące wyobcowanie ze społecznej komunikacji i tu pojawia się miejsce na nową lewicę, lewicę z przekonania. Taką, która byłaby w stanie sensownie zakwestionować te oczywistości, które stały się jakby przezroczyste, bo nigdy nie były przedmiotem poważnej dyskusji w Polsce.

Weźmy na przykład wolny rynek. Czy możliwa jest – dobrze uzasadniona w teorii ekonomii i podparta projektem etycznym – krytyka wolnego rynku? Czy możliwa jest lewicowa polityka gospodarcza? Jak to w ogóle brzmi dziś w Polsce? Jak herezja. Natychmiast pojawią się skojarzenia z populizmem, z brakiem odpowiedzialności, wręcz z wariactwem. Niby wiemy, że na świecie poza neoliberałami istnieją także socjaldemokraci, ale wara od gospodarczych dogmatów transformacji. W Polsce dyskusji nad modelem polityki gospodarczej nie ma, bo gospodarka została faktycznie wyparta ze sfery sporu politycznego. Do wyboru mamy więc albo Balcerowicza, albo Leppera. Nie podoba ci się jeden, więc jesteś z drugim. Odpowiedzialność albo populizm zamiast różnych pomysłów na rozwój, zakorzenionych w różnych wizjach politycznych: indywidualistycznej i wspólnotowej. Gospodarka stała się domeną technokracji. Zawiadują nią wykształceni menedżerowie w garniturach i to oni zaświadczą, czy podążamy w jedynym możliwym kierunku.

Polityka 46.2004 (2478) z dnia 13.11.2004; Ogląd i pogląd; s. 40
Reklama