Archiwum Polityki

Śledztwo we własnej sprawie, czyli jak zostałem agentem

(dramacik w 5 aktach)

Jacek Żakowski

Nie jest elegancko zajmować innych swoimi sprawami. Ale ta sprawa nie jest wyłącznie moja.

Jest to drobny przykład standardów, atmosfery, obyczajów i mechanizmów w coraz większym stopniu rządzących dziś Polską: bezsilności wobec bezczelnego kłamstwa, beztroskiego kolportowania nieweryfikowanych oskarżeń, załatwiania prywatnych, politycznych czy biznesowych porachunków za pomocą oszczerstw. Postanowiłem opisać ten mechanizm na własnym przykładzie. Nie dlatego, że ten przypadek jest jakoś szczególnie spektakularny czy ważny, ale dlatego, że jest prosty, łagodny i najlepiej mi znany.

Prolog

W poniedziałek 31 października na stronie 11 tygodnika „Wprost” w rubryce „Kadry” znalazłem zajmującą ćwierć strony notatkę: „J&Ż”. Z grubsza biorąc (do szczegółów dojdziemy) z notatki wynika, że jestem człowiekiem J&S – firmy paliwowej, o której właścicielach na pierwszej stronie „Gazety” dzień wcześniej napisano, że to zapewne sowieccy i rosyjscy agenci, a o niej samej, że jest przykrywką rosyjskiego wywiadu i ważnym narzędziem rosyjskiego planu odzyskania dominacji w Polsce. Zostałem zdrajcą – agentem atakującego Polskę rosyjskiego imperium!

Co ma począć tak pomówiony człowiek? Moja sytuacja jest zgoła luksusowa. Mogę tę historię opisać w najlepszym polskim tygodniku. Mogę ją opowiedzieć w radiu albo telewizji. Stać mnie na adwokata. Mam siłę, żeby się bronić. Niewielu jest takich szczęśliwców. A gdybym był „młotkowym”, politykiem albo biznesmenem?

Akt I – „Press”

Nie potrafię sobie przypomnieć żadnych niepokojących sygnałów, które by poprzedzały mój wrześniowy wywiad dla branżowego miesięcznika „Press”.

Polityka 46.2004 (2478) z dnia 13.11.2004; Społeczeństwo; s. 106
Reklama