Archiwum Polityki

Trzcinowisko

W 2005 r. przyznaliśmy laur kreatora kultury Wojciechowi Trzcińskiemu, kompozytorowi i producentowi muzycznemu i telewizyjnemu, za stworzenie Centrum Artystycznego zwanego Fabryką Trzciny. Złożyliśmy po roku wizytę w fabrycznych włościach laureata, żeby popatrzeć, co piszczy w Trzcinie.

Przedsięwzięcia, w które nikt nie wierzy, udają się ludziom mającym:

a) Pieniądze albo dostęp do nich. Trzciński miał. Zarobił je komponując. Studiował geografię, która go nie obchodziła. Został muzykiem. Był nim długo. A potem stał się właścicielem Fabryki Trzciny.

b) Dar godzenia opętania z chłodną kalkulacją. Trzciński jest Fabryką opętany od rana do nocy, wczepiony w te cegły, przywarty, zjada tę Fabrykę.

Możliwe, że praźródłem opętania są lekcje plastyki w liceum Batorego. Profesor Tadeusz Szadeberg zakładał nogi na ławkę i opowiadał o sztuce oraz o życiu, za nic mając jakieś godziny lekcyjne. Nie mieć podobnego profesora w życiu – sądzi Trzciński – to katastrofa.

Chłodna kalkulacja uzewnętrzniła się w czasie spotkania z kolegami, którzy są zgorzkniali. Jeśli się nie jest Pendereckim, trzeba mieć w życiu na względzie to, że muzyka starzeje się i podlega modzie. Jak buty albo fotele. I jeśli nawet song Trzcińskiego o kolejce, która stoi po szarość, po szarość, po szarość, pozostanie jedną z nieśmiertelnych piosenek o PRL, to nie można trwać z uchem przyklejonym do radioodbiornika: grają mnie czy nie grają? Bo można sobie zakisić życie jak kapustę w beczce. Tak Trzciński powiedział szczerze kolegom kompozytorom.

Zad baby wielkoludki

Trzciński kupił w Londynie album o fabrykach opuszczonych i przerabianych na obiekty kultury. Zamieszczono w nim zdjęcie pewnego specyficznie pięknego fabrycznego okna.

Zaczął szukać takiego miejsca w Warszawie. Wszedł do fabryki w dzielnicy Praga i zobaczył w niej identyczne okno. Wszedł do kotłowni. Zobaczył piec z drzwiczkami: kocioł parowy, dwupłomienicowy, na ciśnienie góra 14 barów w układzie SI (czyli Międzynarodowym Układzie Jednostek Miar), jak opiewa go w fachowych słowach inżynier Kwiatoń, który przyszedł do Fabryki na koncert Chrisa Batti, trębacza jazzowego.

Polityka 2.2006 (2537) z dnia 14.01.2006; Na własne oczy; s. 100
Reklama