Archiwum Polityki

Oblężone miasta

Polskie miasta wchodzą w modę. Jeśli jest się Niemcem, modnie jest pojechać na weekend do Wrocławia. Jeśli młodym Anglikiem – wypada polecieć na wieczór kawalerski do Krakowa. Gdy jest się odpowiednio sytuowanym Polakiem, w najlepszym tonie jest kupić apartament w Sopocie. Na udany wypad nadają się Łódź, Poznań, Zamość, Lublin, Gdańsk albo Elbląg. Toruń, Kielce gonią liderów. Historycy kiedyś odnotują: przełom wieku XX i XXI, rozkwit miast – nie zawsze planowany efekt transformacji ustrojowej. Uboczny, a jakże przyjemny.

Zabytkowy Kraków miał się rozpaść w proch, jak jeszcze 15 lat temu wróżono w związku z zabójczą działalnością Huty, wtedy jeszcze Lenina. Wrocław wydawał się skazańcem, ściągającym na siebie wszystkie nieszczęścia, powodzie zwłaszcza. Zamość karlał, no bo kto nie skarleje, jak nie ma przemysłu? Zresztą to akurat zagrożenie wydawało się dotyczyć wszystkich polskich miast, bo w każdym słabł jakiś żywiciel jedyny i niezastąpiony, jak nie huta, to stocznia albo i cały przemysł, np.

Polityka 32.2005 (2516) z dnia 13.08.2005; Raport; s. 4