Archiwum Polityki

Święta libacja

Wino we wszystkich kulturach, w których się pojawiało, było święte. W Grecji miało własnego boga – Dionizosa, patrona upojenia i religijnej ekstazy. Pośredniczyło między człowiekiem a sferą sacrum jako narzędzie wtajemniczenia. Jego kolor kojarzył się z krwią, a więc życiem, co zaprowadziło je do nieśmiertelności. W naszej erze stało się krwią Zbawiciela.

Było lato 1945 r.; Europa zrujnowana wojną, okaleczona dwoma totalitaryzmami, gdy węgierski filozof i eseista Bela Hamvas w miasteczku nad Balatonem pisał wysmakowaną i subtelną „Filozofię wina”: „Człowiek zgrzeszył odczuwając bolesny skurcz serca, a Biblia nazwała ten właśnie skurcz grzechem pierworodnym. Od tego momentu ten właśnie skurcz, który w istocie naruszył religijną postawę człowieka, nosimy wszyscy w sobie: jest to szok dziedziczny. Irytuje nas własna słabość, ciągle szukamy ukojenia.

Polityka 38.2005 (2522) z dnia 24.09.2005; Historia; s. 75