Archiwum Polityki

Z przepaści

Harold Pinter jest jednym z ostatnich przedstawicieli dawnego, dobrego teatru. Na scenę wprowadził nowych bohaterów i absurdalne poczucie humoru.

Biedny Pinter. Siedziałby sobie spokojnie w swoim fotelu w Anglii, „gdzie sowa jest córką piekarza”, ział nienawiścią do Stanów Zjednoczonych i Busha (co mu wypominają co żwawsi dziś komentatorzy), mełł w ustach pacyfistyczne obelgi pod adresem bezsensownych wojen naszej cywilizacji, narzekał jak każdy siedemdziesięciopięcioletni staruszek na stan zdrowia, uśmiechał się z wdzięcznością do żony, „kiedy ta nalewa mi rano sok żurawinowy”, czego „nie uważam za akt polityczny”, „choć po lewej stronie leży »Guardian«, a po prawej stoi sok żurawinowy”.

Polityka 42.2005 (2526) z dnia 22.10.2005; Społeczeństwo; s. 122