Archiwum Polityki

Krystyna Janda o własnej scenie „Fioletowe pończochy”

Nie trafiłam dotąd na dobry polski tekst, który mówiłby o wyemancypowanej trzydziestolatce czy czterdziestolatce, próbującej w nowej rzeczywistości wziąć się z życiem za bary. Dużo tego typu książek oferuje za to literatura bałkańska, ukraińska czy rumuńska. To ich adaptacjami, w oczekiwaniu na polskie teksty, otwieram więc malutką scenę – na osiemdziesiąt osób – mojego teatru Polonia, scenę poświęconą kobietom i ich problemom. Ochrzciłam ją „Fioletowe pończochy”, bo tak się kiedyś nazywał nurt emancypacji w plastyce i kabarecie, istnieje też zatytułowane tak opowiadanie Gabrieli Zapolskiej, które także mówi o tym „grzechu”.

Polityka 43.2005 (2527) z dnia 29.10.2005; Kultura; s. 63