Archiwum Polityki

Taniec brzucha

W arabskich baśniach z tysiąca i jednej nocy niezwykle często mówi się o wonnych słodyczach, marcepanowych łakociach, delikatnych daktylach. Znaleźliśmy w Warszawie lokal, w którym sen łakomczucha przybiera realne kształty. I to nie za stos dukatów, a za parę złotych.

Kuchnie krajów Maghrebu, czyli Algierii, Maroka i Tunezji, „zarażone” są francuskimi wpływami. Bystry obserwator odkryje także ślady kuchni włoskiej, a nawet hiszpańskiej. Wynika to zarówno z powodów politycznych, jak bliskiego bądź co bądź sąsiedztwa przez morze. Arabowie od tysiąca lat przeprawiali się przez Gibraltar i usiłowali podbić Hiszpanię. Europejczycy zaś odwzajemniali się im w podobny sposób, zdobywając i opanowując ziemie północnej Afryki. Po wyczerpujących zaś bitwach wszyscy, chcąc nie chcąc, spotykali się przy stole.

To przemieszanie kulinarnych obyczajów bazujących na oliwie z oliwek, czosnku, cebuli, papryce, bakłażanach, ciecierzycy, baraninie i rybach dało fantastyczne rezultaty. A dowody? Bardzo proszę: tajin z baraniny lub z kury (nazwa potrawy pochodzi od glinianego naczynia z pokrywą) tak aromatyczny, że jego zapach potrafi zwabić biesiadników z odległej nawet ulicy; mergezy, czyli bardzo pikantna cieniutka kiełbaska z jagnięciny podawana z warzywami; bourki lub brik, czyli na okrągło zwijane lub złożone w trójkątną kopertę francuskie ciasto z farszem warzywnym, jajecznym, serowym albo mięsnym; mermez, czyli ragout z delikatnego koźlęcia; dżamilah, tj. placek z daktyli i migdałów o niezwykłej delikatności i takiejż słodyczy. Wystarczy?!

Niemal od roku na warszawskim Ursynowie (przy ul. Lanciego, w pobliżu ul. Płaskowickiej) istnieje restauracja oferująca takie właśnie specjały. To Szafran. A że nazwa zobowiązuje, to sos szafranowy przewija się na karcie dań niemal przez wszystkie strony.

Restauracja jest nieduża, wygodnie umeblowana, z małym własnym parkingiem (w lecie z niewielkim ogródkiem) i sympatyczną fachową załogą. Zachęceni przez opiekującą się nami kelnerkę (z rachunku dowiedzieliśmy się, że ma na imię Ewa) spałaszowaliśmy i mergezy (16 zł), i bourki (17 zł), nie rozstrzygnąwszy, która przekąska jest lepsza.

Polityka 43.2005 (2527) z dnia 29.10.2005; Społeczeństwo; s. 106
Reklama