Archiwum Polityki

Pruski dom, włoska swoboda

W Morawie powszechne stało się słowo nasz. Nasz pałac, nasze przedszkole, nasza Melitta. Czyli Melitta von Wietersheim-Kramsta, która wróciła do rodowego gniazda na Dolnym Śląsku.

Po siódmej pan Robert wsiada do Volkswagena transportera i objeżdża okoliczne wsie. Zabiera dzieci z przystanków w Międzyrzeczu, Jaroszowie, Strzegomiu. W ciepłych kurtkach, z piżamkami w workach, pakują się do samochodu. – Jedziemy do pani Melitty – wrzeszczą, bujając się na tylnych siedzeniach.

W XIX-wiecznym pałacu w Morawie czeka na nie mnóstwo klocków, przysmaki z pałacowej kuchni i wielki salon do zabawy. Wszystko za darmo, więc każdy chciałby oddać dzieci do pałacu.

Polityka 16.2007 (2601) z dnia 21.04.2007; Na własne oczy; s. 116
Reklama