Archiwum Polityki

Koszyk z wydmuszkami

Zgodnie z obietnicą złożoną przez ministra Zbigniewa Religę, za kilka dni Ministerstwo Zdrowia upubliczni pierwszą wersję tzw. koszyka świadczeń zdrowotnych. Rozczarowanych może być dużo więcej niż tych, którzy rzucą się do gratulacji. Koszyk, nad którym przez ostatnie miesiące pracowano w Agencji Oceny Technologii Medycznych (AOTM), miał dać odpowiedź na pytania, co się nam należy w publicznym sektorze opieki zdrowotnej, na co nas stać, a co wymaga dodatkowych pieniędzy. To, co za kilka dni ujrzy światło dzienne, będzie jedynie Centralną Bazą Świadczeń Opieki Zdrowotnej.

Najpierw trzeba urodzić dziecko, by móc je nauczyć chodzić i mówić – dobitnie stwierdza Jarosław Pinkas, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, który w imieniu ministra nadzoruje pracę nad koszykiem. – Zanim powstanie lista świadczeń z precyzyjną wyceną, musimy wiedzieć, czym w ogóle dysponujemy.

Rzeczywiście do tej pory nie istniała w Polsce spójna baza procedur medycznych – mimo kontraktowania ich przez NFZ ten sam zabieg mógł być wykonywany w różnych szpitalach w rozmaity sposób i w różnych wskazaniach, a nawet mógł być inaczej nazywany i raportowany do Funduszu. Teraz minister zdrowia otrzymał z AOTM kilkunastotysięczną listę procedur. Udało się to dzięki temu, że Agencja otrzymała udostępnioną jej przez Naczelną Izbę Lekarską amerykańską klasyfikację procedur medycznych CPT (Current Procedural Terminology), z opisem całej oferty współczesnej medycyny, co ułatwiło polskim ekspertom związanie poszczególnych badań i zabiegów z konkretnymi wskazaniami.

Zdaniem autorów koszyka, lwia część tego wykazu bezwarunkowo wymaga finansowania przez NFZ, ale bez uzupełnienia jej precyzyjną wyceną poszczególnych świadczeń i bez przybliżonych choćby szacunków, jakie jest na nie zapotrzebowanie, nie da się ustalić, co Fundusz może z tego finansować, a czego nie.

Polityka 26.2007 (2610) z dnia 30.06.2007; Fusy plusy i minusy; s. 16
Reklama