Archiwum Polityki

Gwizdy i krzyki

Nie sprawdziły się przewidywania Glenna Goulda, że koncerty na żywo będą zastąpione nagraniami. Koncerty będą się odbywać, dopóki będzie publiczność. A ona cały czas jest, tylko się zmienia.

Nienawidzę publiczności – powiedział Glenn Gould, wielki pianista, ogłaszając w wieku 32 lat, że porzuca działalność koncertową. „Nie poszczególnych jej członków, ale publiczności w masie. Myślę, że to są siły zła”. Nie był w stanie zrozumieć takich artystów jak Artur Rubinstein, który słuchaczy obecnych na sali po prostu kochał i dawał temu wyraz. Gould uważał, że koncert, wystawianie się na pokaz, ma w sobie coś z kiepskiego widowiska (i nie był całkiem bez racji). Wolał indywidualny kontakt.

Ale koncert jest fenomenem społecznym i właśnie ten jego aspekt czasem bywa istotniejszy niż to, czy danego wieczoru grano dobrze czy źle. Według Encyklopedii Muzyki PWN, koncert to (pominąwszy drugie znaczenie tego słowa jako formy muzycznej) „publiczna prezentacja utworu muzycznego i sztuki wykonawczej. W tym znaczeniu koncerty pojawiły się dopiero w XVII w. W umownym sensie mówimy o koncertach również w przypadku wykonań muzycznych w ramach życia codziennego (prywatnego) lub wówczas, kiedy szczególnie wyraźnie występuje szeroka dostępność produkcji muzycznej, jak w występach chóralnych w antycznej Grecji czy w średniowiecznych dramatach liturgicznych”.

Muzyka przez wieki nie była samodzielna, tylko służyła czemuś. Wspierała życie religijne, towarzysząc rytuałom, będąc ich częścią, wprawiając wiernych w trans. Była elementem życia dworskiego, towarzyskiego, akompaniując ucztom, konwersacjom, tańcom, spektaklom teatralnym. Tak było w starożytności, średniowieczu, jeszcze w renesansie. Dopiero barok przyniósł zmianę: muzyka wyszła w świat szerszy niż kościół lub dwór. Stan mieszczański rósł w siłę i to z niego wywodzi się nowoczesna publiczność, która słucha muzyki dla samej muzyki.

To właśnie dla zamożnych mieszczan zaczęto wystawiać dzieła młodego wówczas, liczącego sobie zaledwie parę dekad, gatunku – opery.

Polityka 51.2007 (2634) z dnia 22.12.2007; Kultura; s. 100
Reklama