Archiwum Polityki

Śmierć krasnala ogrodowego

Piotr Siemion to rówieśnik Marcina Świetlickiego, pisarz o rok młodszy od Andrzeja Stasiuka i o rok starszy od Olgi Tokarczuk. Współpracownik „bruLionu”, przez wiele lat amerykański korespondent tego pisma, znany jednak tylko najbardziej uważnym uczestnikom życia literackiego, m.in. jako tłumacz prozy Thomasa Pynchona.

Ale to on, Piotr Siemion, nie zaś jego głośni i uznani koledzy po piórze, napisał najważniejszą powieść pokoleniową. „Niskie Łąki” – bo o tej powieści tu mowa – pojawia się w chwili, gdy mit tzw. pokolenia „bruLionu” utracił swą żywotność, karty już dawno zostały rozdane, a zasługi policzone. Zresztą, kto wie, być może mamy tu do czynienia z pozornym paradoksem: „spowiedź dziecięcia wieku” budzi większe zaufanie, kiedy przychodzi po latach.

Tak czy inaczej Siemionowi udała się rzecz naprawdę trudna do przeprowadzenia: sporządził sagę pokoleniową, która najpełniej jak dotąd chwyta doświadczenia i wyraża nastroje Polaków urodzonych na początku lat 60. I żeby było ciekawiej – historia ta została opowiedziana z punktu widzenia kogoś, kto absolutnie niczego z naszej rzeczywistości nie rozumie, ba!, nie zna nawet słowa po polsku! Na tym polega istota chwytu pisarskiego, jakim posłużył się Siemion. Anglik, główny bohater „Niskich Łąk”, usilnie próbuje dowiedzieć się czegoś o Polsce i Polakach. Tak dla niego jak i dla samego autora jest to zadanie poznawcze, nie zaś wiedza gotowa. Pytanie, jak było (i jak jest), pozostaje chyba otwarte. Nie tylko dla Anglika, dla wszystkich.

Opowieść dostajemy w trzech odsłonach. Najpierw jesteśmy we Wrocławiu z 1983 r. Właśnie wtedy do miasta nad Odrą przybywa młody Anglik i już pierwszego dnia – dosłownie – w owej rzece ląduje (pobity i wrzucony do Odry przez miejscową żulię). Anglik ma we Wrocławiu odbyć staż teatralny, ale tu czeka go niespodzianka. Okazuje się, że nie przy inscenizacji „Dzikiej kaczki” Ibsena, lecz realizacji „Kurki wodnej” ma asystować. Patronat Witkacego zobowiązuje – bohater uczestniczy w serii na poły absurdalnych, na poły koszmarnych wydarzeń, do których by zapewne nie doszło, gdyby nie znajomość z paczką wrocławskich rówieśników Anglika.

Polityka 21.2000 (2246) z dnia 20.05.2000; Kultura; s. 69
Reklama