Archiwum Polityki

Coraz cichszy zgiełk

Czy jazz, muzyka, która kształtowała XX wiek, wpływając też na jego literaturę a nawet obyczaje, powoli odchodzi do lamusa? Według Johna Szweda, autora książki „Jazz 101”, która właśnie ukazała się na amerykańskim rynku, coraz mniej ludzi słucha jazzu, a jeśli już to takiego, który bardziej kojarzy się z dyskoteką niż awangardą. Przyjmuję, że Jazz Jamboree jest rodzaju nijakiego, ale nie jestem pewien. Tegoroczne warszawskie Jazz Jamboree, które odbyło się przy prawie pustej widowni, potwierdza tę tezę.

Jazz – według Szweda – wywarł wielki wpływ na film, literaturę, sposób ubierania się (polscy bikiniarze czy amerykańscy beatnicy lat 50.), a nawet sposób mówienia i... picia (nie tylko u nas istnieje pojęcie dżezowania). Jazz pojawia się w innych gatunkach muzycznych: od klasyki po rocka. Można się sprzeczać, czy w kompozycjach fusion jazzu ważniejszy jest jazz, czy rock... Ale, zauważa autor, magia jazzu kończy się w bardzo nieoczekiwanym momencie. „Podczas gdy wszyscy chcący uchodzić za ludzi modnych, by nie rzec cool bądź hip, ubierają się jazzowo, piją jazzowo, sami są jazzowi, nikt z nich nie chce słuchać jazzu”.

Polityka 47.2000 (2272) z dnia 18.11.2000; Kultura; s. 64