Archiwum Polityki

Z Krzyżem Świętego Jerzego

Oskar Dirlewanger, odpowiedzialny za śmierć tysięcy mieszkańców Warszawy w 1944 r., dostał Krzyż Rycerski, natomiast Bronisław Kamiński, dowódca brygady RONA, dostał kulę w łeb. Niemcy go zabili bynajmniej nie za okrucieństwa popełnione na ludności polskiej. Czarna legenda RONA, nagłaśniana skwapliwie przez pacyfikatora powstania warszawskiego Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, ma swoje poważne uzasadnienie. Składa się na nią dramatyczna prawda oraz mity polskiej i niemieckiej produkcji. Polski dodatek skondensowany jest w cytacie wyciętym ze wspomnień jednego z uczestników powstania: „Do domu wkroczyli Niemcy – żołnierze z ukraińskiej brygady Kamińskiego, tak zwani własowcy”.

Wszystko, co wiemy o Brigadeführerze Kamińskim, zawdzięczamy rzetelnym badaniom nieżyjącego już Zenona Rudnego. W obszernych artykułach w „Wojskowym Przeglądzie Historycznym” i w „Dziejach Najnowszych” odkłamał wiele uporczywie podtrzymywanych w literaturze błędów. Jeden z nich dotyczy jego imienia. Rudny ponad wszelką wątpliwość udowodnił, że Kamiński miał na imię Bronisław, a nie Mieczysław, jak przez lata powtarzali prawie wszyscy (łącznie ze mną) piszący o powstaniu warszawskim.

Polityka 31.2001 (2309) z dnia 04.08.2001; Historia; s. 66
Reklama