Archiwum Polityki

W hotelu, czyli nigdzie

W „Lecie z kryminałem” – książkowej kolekcji „Polityki” oraz wydawnictwa W.A.B. – debiutuje Martha Grimes.

Martha Grimes, Hotel Paradise, przeł. Barbara Kopeć-Umiastowska, s. 416

Spirit Lake to mała mieścina, w której można zanudzić się na śmierć. Bo czego można spodziewać się po wakacyjnym kurorcie, opustoszałym wraz ze zmianą turystycznych mód, po zajazdach, motelach i hotelach zionących pustką? Tyle że Spirit Lake naznaczona jest śladem śmierci sprzed lat. To tu, przed dziesiątkami lat, utonęła w jeziorze dwunastoletnia dziewczynka Mary-Evelyn Devereaux. No właśnie: czy aby na pewno utonęła? To pytanie dręczy Emmę Graham, również dwunastolatkę, zamieszkującą w hotelu Paradise, którego nazwa brzmi, co najwyżej, ironicznie. Gdy w sąsiedniej miejscowości zostaje popełnione morderstwo, dociekliwa dziewczynka zaczyna łączyć przeszłość z teraźniejszością i tym samym dwie, wydawałoby się, całkiem odmienne sprawy.

Powieść kryminalna to ten typ literatury, który świetnie obywa się bez małoletnich detektywów i można wyobrazić sobie powieści Marthy Grimes bez spostrzegawczej Emmy. Nie można natomiast odmówić amerykańskiej pisarce szczególnego daru opisywania miejsc charakterystycznych dla kryminału. Takim miejscem jest właśnie mały hotel – nie żaden tam globalny Ritz, tylko zagubionych w czasie i przestrzeni kilka, kilkanaście pokoi. To właśnie takie miejsca francuski filozof Michel Foucault nazywał heterotopiami – „miejscami, które znajdują się poza obrębem wszystkich miejsc, nawet jeżeli możliwe jest wskazanie ich rzeczywistej lokalizacji”. W kwestii hotelu – jako takiego dziwnego właśnie miejsca – Foucault pisał tak: „Dziewczęta jeszcze do połowy XX wieku obowiązywała odziedziczona po przodkach tradycja nazywana »podróżą poślubną«.

Polityka 29.2008 (2663) z dnia 19.07.2008; Kultura; s. 54
Reklama