Archiwum Polityki

Zegarek cieśli Harrisona

W czasach satelitów i GPS nie zdajemy sobie sprawy, jakiego wysiłku umysłowego musiał dokonać człowiek, by znaleźć sposób na określanie swojego położenia, szczególnie na morzu.
Polityka

Jonatan Brown zawisł na rei grotmasztu HMS „Associacion”. Jego zbrodnią było obliczenie pozycji okrętu, do czego, jako niski rangą, nie miał prawa. Kilka godzin wcześniej sam zgłosił się do admirała zaklinając go, by zmienił kurs, bo cała eskadra zmierza do katastrofy. Sir Clowdisley wolał jednak ufać doświadczonym nawigatorom i skazał zuchwałego marynarza na śmierć.

Był 22 października 1707 r. Pięć okrętów Marynarki Królewskiej, w gęstej mgle, szło nadal północnym kursem. Po wielomiesięcznej służbie na wodach Gibraltaru były już o krok od brytyjskiego wybrzeża i rzetelnie zasłużonego odpoczynku. W godzinach nocnych „Associacion” wszedł na skały u wybrzeży wysp Scilly i natychmiast zatonął. Za nim na dno poszły trzy kolejne jednostki z dwoma tysiącami ludzi na pokładach. Jednym z dwóch ocalałych z flagowego okrętu był sir Clowdisley. Wyrzuconego na brzeg nieprzytomnego admirała zasztyletowała miejscowa wieśniaczka skuszona szmaragdowym pierścieniem.

Choć opowieść o ostrzeżeniu przed katastrofą jest najpewniej tylko legendą, to sama tragedia była jak najbardziej realna. W kilka lat później brytyjski parlament wyznaczył wysoką nagrodę za opracowanie użytecznej metody pomiaru długości geograficznej. Pod drzwiami Board of Longitude (Komisji Długości Geograficznej) natychmiast ustawiła się kolejka wszelkiego autoramentu hochsztaplerów i fantastów gotowych zaoferować nie tylko niezawodną metodę usprawnienia nawigacji, ale i rozwiązanie wszelkich problemów ludzkości. Komisja miała zapewnione zajęcie na lata.

Czas astronomów

Od chwili, gdy człowiek odważył wypuścić się na otwarte wody oceanów, tracąc z oczu brzeg, określenie własnej pozycji stało się koniecznością.

Pomocnik Historyczny Nr 2/2007 (90125) z dnia 09.06.2007; Pomocnik Historyczny; s. 18
Reklama