Archiwum Polityki

Spalić Malibu

Stoję w złowrogim korku na Highway 1, malowniczej ­autostradzie łączącej plażowe okolice Los Angeles. Nad naszymi głowami, niczym w początkowej sekwencji filmu Altmana „Na skróty”, natrętnie krążą głośne helikoptery. W powietrzu unosi się szary pył, samochody pokrywa cienka warstwa popiołu.

Jest lepiej, niż było godzinę temu. Ostry wiatr oczyścił zagęszczone spalenizną powietrze. Pożar jest tu prawie opanowany, sprawcy jeszcze nie złapani, federalna pomoc w drodze. Dotychczasowy bilans tegorocznej kalifornijskiej tragedii: ponad 186 tys. ha dotkniętych pożarem, 16 tys. zniszczonych domów, pięć ofiar śmiertelnych. Na telewizyjnych ekranach widzimy mniej wymierne skutki tej niemal typowej kalifornijskiej tragedii: chaos, łzy, przerażenie. Dla niektórych ten pożar to utrata dorobku całego życia, dla innych – domu marzeń.

Polityka 44.2007 (2627) z dnia 03.11.2007; Ludzie; s. 116