Archiwum Polityki

Czarna malwa, biały kruk

W wiejskich ogrodach kwitły onętki, nagietki, lilie-smolinosy, łubiny, bzy, jaśminy, a nade wszystko dalie, kwiaty mego dzieciństwa. A dziś? Idzie się i kupuje piękny towar, nie w tym, to w innym sklepie ogrodniczym. Albo zamawia w katalogu wysyłkowym jak kapelusz lub krzesło. Banał.

Kobiety, które nie miały czasu na kwiaty, bo naprawdę ważne były ogrody warzywne po drugiej stronie domostwa, a kwiatowe – to jak Bóg dał, przychodziły latem prosić o zerwanie kwiatów z ogródka do bukietu dla pani na koniec roku szkolnego. Wręczanie kwiatów polnych, choćby najpiękniejszych, nie uchodziło.

Albo do sypania przez dziewczynki na procesję Bożego Ciała – tu płatki polnych były, owszem, do przyjęcia, lecz musiały w nich być pochodzące z róży i georginii – na okrasę.

Polityka 20.2008 (2654) z dnia 17.05.2008; Ludzie; s. 104