Archiwum Polityki

Jak Sikora obudził Islandię

W Polsce jest słynny. W Islandii nikt o nim nie słyszał. Dlatego tam pojechał. I nagle dopadła go przeszłość. Pobity i upokorzony zaczął szukać sprawiedliwości. Czy ją znalazł?

Sławomir Sikora (44 lata), kiedyś początkujący biznesmen, potem skazaniec (25 lat za udział w zabójstwie dwóch mężczyzn), bohater filmu „Dług”, uwolniony po prezydenckim akcie łaski i zaliczeniu 10 lat w więzieniu. Zabił, przyznał to nawet sąd, z bezsilności. On i jego wspólnik w interesach szukali pomocy u policjantów i prokuratorów. Nie znaleźli. Zmuszani do spłacenia fikcyjnego długu, zaszczuci, zabili swoich prześladowców. Ta sprawa budziła emocje. Publiczna debata, sprowokowana filmem Krzysztofa Krauzego, trwała kilka lat. Sikorze w jego walce o akt łaski kibicowało pół Polski, innych raziły wyjątkowo drastyczne okoliczności zabójstwa.

Na wolności długo szukał dla siebie miejsca. Wydał dwie książki. Przymierzał się do otwarcia portalu internetowego. Już miał dogadany własny program w jednej ze stacji telewizyjnych (o tematyce kryminalnej), ale podniosła się wrzawa, że to niemoralne, aby zabójca błyszczał przed kamerą. Próbował założyć fundację pomagającą byłym więźniom, ale zabrakło pieniędzy i darczyńców. Przyjaciele zauważyli, że Sławek gasł, tracił nadzieję, że wejdzie w normalne życie, wciąż był tylko tym facetem od „Długu”. I to mu coraz bardziej doskwierało.

Kilka miesięcy temu znikł. Tylko wtajemniczeni wiedzieli, że wyjechał za granicę. Przyjaciołom powiedział, że ucieka, bo chce znaleźć ciszę i uwolnić się od przeszłości.

Plankton bije i opluwa

Kwiecień 2008 r., Reykjavik, stolica Islandii. Gazeta „DV”, krzykliwy tytuł na czołówce: „Wśród nas jest morderca!”. I dwa zdjęcia – u góry Sławomir Sikora, u dołu wygolony na łyso mężczyzna. Wśród podtytułów przyciąga uwagę jeden: „Polska mafia w Islandii”.

Polityka 18.2008 (2652) z dnia 03.05.2008; Kraj; s. 27
Reklama