Archiwum Polityki

Ostatnia droga przez las

W Niemczech coraz więcej ludzi wybiera niekonwencjonalny pochówek. Zamiast trumny i metra ziemi nad wiekiem na tradycyjnym cmentarzu woli morze, łąkę, cień drzew...

Marie, jej mąż, ciocia, wujek i dwóch kuzynów spotkali się w lesie w Hangelsbergu, niedaleko Berlina. Był też Thomas Weber, leśniczy rewiru. To on wykopał dół przy rozłożystym dębie. Marie była przekonana, że ten dąb podobałby się jej mamie. Mówiły Marie i siostra jej matki. Prosto i krótko. Reszta rodziny stała obok. Weber też. Kiedy skończyły, złożył kapsułę z prochami matki Marie w korzeniach drzewa. Rodzina rzuciła kwiaty z przyciętymi na krótko łodygami.

Polityka 45.2008 (2679) z dnia 08.11.2008; Ludzie i obyczaje; s. 106