Archiwum Polityki

Utrata busoli na środku morza

Rozmowa z Bogdanem Łapińskim o tym, jak zwalniać z pracy, żeby nie wyrzucać

Juliusz Ćwieluch: – Kilka tygodni temu amerykańskie media doniosły o przypadku, gdy zwolniony pracownik poprosił o spotkanie z prezesem, szefem kadr i księgowości, a następnie całą trójkę zastrzelił. Czy w Polsce podczas zwolnień pracownicy potrafią być agresywni?

Bogdan Łapiński: – Ten przykład najlepiej pokazuje, jak traumatycznym doświadczeniem może być utrata pracy. Do tej pory w polskich warunkach, jeśli dochodzi do agresji, to raczej słownej. Ale nie polecam takiej reakcji, bo często branże, w których pracujemy, są małe i później może się to ciągnąć za pracownikiem. Nie warto palić za sobą mostów.

Jak być zredukowanym (i nie czuć się zerem)

Co jest najtrudniejsze w utracie pracy?

To całe mnóstwo elementów, które psychologia nazywa stresorami i które na każdego działają inaczej. Zwolnienie budzi wiele silnych emocji: od złości, przez poczucie zagrożenia, do przygnębienia i apatii. U większości osób wymuszone bezrobocie obniża samoocenę. Mogą pojawić się problemy rodzinne, bo sprawy, które nabrzmiewały latami, nagle wybuchają. Już sam fakt, że rano nie mamy wyraźnej potrzeby wstania z łóżka, jest źródłem stresu. Im bardziej poczucie naszej wartości opierało się na pracy, tym dotkliwiej odczujemy jej stratę.

Zaczynamy myśleć o sobie źle, pewnie często – niezasłużenie źle.

Pozycja społeczna człowieka bardzo często wyznaczana jest przez wykonywany zawód. Jego utrata powoduje pęknięcie tego wizerunku. Naruszona zostaje nasza twarz pozytywna, czyli zespół podstawowych wyobrażeń, za pomocą których kreujemy swój pozytywny wizerunek. To tak, jakbyśmy stracili busolę na środku morza. Pociąga to za sobą wiele negatywnych myśli na swój temat.

Ja My Oni „Nie poddawaj się" (90146) z dnia 07.03.2009; Pomocnik Psychologiczny; s. 14
Reklama