Między dżumą a cholerą. Czy prace domowe wrócą do szkół? Na razie zastąpiły je kartkówki
Choć zakaz prac domowych miał ulżyć dzieciom w nauce, w rzeczywistości tylko zmienił charakter tych obciążeń. Dzieci pozornie mniej pracują w domu.
Choć zakaz prac domowych miał ulżyć dzieciom w nauce, w rzeczywistości tylko zmienił charakter tych obciążeń. Dzieci pozornie mniej pracują w domu.
Barbara Nowacka postanowiła z edukacją zdrowotną spróbować jeszcze raz. W nowych planach przedmiot ma dostać inną nazwę i mniej kontrowersyjne podstawy programowe. To nie kompromis, lecz kapitulacja.
MEN przedstawił propozycję, z której wynika, że godzin na naukę przedmiotów na poziomie rozszerzonym będzie dużo mniej. Siatka jest tak skomplikowana, że uczeń i rodzic połapią się, że coś tu nie gra, dopiero w ostatnim roku przed maturą.
Prawdziwa hekatomba – tysiące likwidowanych szkół i 100 tys. zwolnionych z pracy nauczycieli – może spaść na szkolnictwo w samym środku wdrażania reformy. Ale Barbara Nowacka ma na to pomysł.
Rządowi wciąż brakuje odwagi. Zapowiedzi są buńczuczne, rzeczywistość okazuje się połowiczna. Mam apel: jeżeli coś jest wartościowe, proszę się tego trzymać bez względu na ryczące z wściekłości gabinety opozycji.
Wygląda na to, że w sprawie zakazu prac domowych władze będą się dalej przyglądać problemowi, eksperci prowadzić badania, a nauczyciele rwać włosy z głowy, próbując uczyć bez możliwości utrwalania wiedzy po lekcjach.
O zawetowanej reformie edukacji opinie są różne. Niektóre podkreślają, że wyhamowanie zmian pozwoli lepiej się do nich przygotować i gruntownie je przemyśleć. Ale są i takie, że czasu już nie ma.
W szkole miało nie być polityki, a jest. Najjaskrawiej to widać właśnie na przykładzie edukacji zdrowotnej. Ciągle do tego wracam, bo nie mogę przeżyć tego, jak ten przedmiot zmarnowano – mówi Paweł Mrozek, maturzysta, założyciel Akcji Uczniowskiej.
Jeżeli MEN naprawdę nie jest umoczone w tym projekcie, dlaczego wtrąca się do składu osobowego i każe wyrzucić z niego Stiflera?
W poniedziałek do MEN trafią ostateczne rekomendacje w sprawie prac domowych przygotowane przez ekspertów Instytutu Badań Edukacyjnych. MEN do niedawna zapowiadał, że decyzja o tym, czy prace mogą być obowiązkowe i oceniane, zapadnie jeszcze w październiku.
Postawa władz oświatowych dowodzi, że albo ta ekipa nie ma bladego pojęcia o specyfice pracy nauczycieli (nie wie, czym są godziny ponadwymiarowe, myli je z zastępstwami doraźnymi), albo celowo działa na naszą niekorzyść.