Atrakcyjność, czyli co w miłości jest pomocne, a co jest przeszkodą

Jak wam się podobać 
Dr Magdalena Grabowska o tym, czym jest seksapil.
Dr Magdalena Grabowska jest psychologiem i seksuologiem. Wykłada na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.
Leszek Zych/Polityka

Dr Magdalena Grabowska jest psychologiem i seksuologiem. Wykłada na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Tony Curtis w roli Joe/Josephine i Joe E. Brown jako Osgood E. Fielding III w filmie „Pół żartem pół serio”.
Entertainment Pictures/BEW

Tony Curtis w roli Joe/Josephine i Joe E. Brown jako Osgood E. Fielding III w filmie „Pół żartem pół serio”.

Joanna Cieśla: – Czy jest jakiś poziom nieatrakcyjności, który wyklucza możliwość czyjegoś zainteresowania seksualnego?
Magdalena Grabowska: – Nieatrakcyjności fizycznej? Nie sądzę. Seksapil to przecież nie tylko to, jak wyglądamy, lecz także nasza osobowość i zachowanie. Jeśli zły wygląd obniża ogólną atrakcyjność, można nadrobić resztą. Poza tym szczęśliwie mamy różne gusta, dzięki czemu ludzkość nie wymarła. Ludowe powiedzenie, że każda potwora znajdzie swojego amatora, trafia w punkt. A jeśli nie może go znaleźć, powinna się zastanowić, jak zmienić swój wizerunek, niekoniecznie manipulując wyglądem.

Trzeba też pamiętać o tym, że cechy związane z atrakcyjnością fizyczną mają znaczenie dość krótko – warto się na nich skupiać i w nie inwestować przede wszystkim, jeśli interesuje nas krótkotrwały flirt. Takiej relacji sprzyjają też różnice między partnerami, kontrast – wtedy jest ciekawiej, zagadkowo, zaskakująco. Na dłuższą metę ważniejsza jest atrakcyjność interpersonalna, która powoduje, że człowiek budzi zainteresowanie i chęć podtrzymywania z nim kontaktu nie tylko w relacji seksualnej.

To, czy ktoś jest fajnym człowiekiem?
Najprościej mówiąc, tak. Chodzi o cechy psychiczne, cechy osobowości – one są trwalsze i bardziej złożone. Ktoś miły i troskliwy ma więcej możliwości manewru, żeby sprawić partnerowi przyjemność. Może go do siebie przyciągać w inny sposób niż tylko zaletami ciała.

Śmiech nie do śmiechu

Na przykład poczuciem humoru?
Tak, choć trudno powiedzieć, że jest to cecha, która obiektywnie podnosi atrakcyjność, bo przyciąga tylko osoby, które też ją mają. Logika podpowiada, że powinniśmy szukać partnerów z umiejętnością i gotowością do dostrzegania komizmu. Nie takich, co tylko lubią opowiadać dowcipy, ale też są zdolni do autoironii, mają do siebie dystans. To, że ktoś zamiast odstawiać fochy, potrafi spojrzeć na siebie z boku i przyznać np., że z czymś przesadził, jest piekielnie istotne, choć niedoceniane.

Może dlatego, że poczucie humoru może też być przekleństwem?
Skłaniać do obśmiewania problemów zamiast ich rozwiązywania? Na krótką metę podejście, że lepiej się pośmiać, niż pokłócić na śmierć i życie, działa. Ale w dłuższej perspektywie rzeczywiście może utrudniać pracę nad związkiem.

Rozszyfrujmy inne pojęcia kojarzone z seksapilem. Czym jest zmysłowość?
To otwartość na doświadczenia płynące ze zmysłów, czyli umiejętność zaangażowania się w relację seksualną, zgodę na nowe doświadczenia, ich ciekawość.

Urok osobisty?
Ktoś, kto go ma, zwraca na siebie uwagę między innymi komunikatywnością. Jest lubiany, bo prostszy w relacji społecznej – nie trzeba się domyślać, czego potrzebuje, co mu chodzi po głowie, jaki ma nastrój. Jest więc oceniany jako atrakcyjny. I tu dotykamy najważniejszej kwestii: seksapil ma się wobec kogoś, jego miernikiem jest to, jak dana osoba jest odbierana.

Striptiz, który leczy

„Seksapil to nasza broń kobieca” – śpiewał Eugeniusz Bodo. Mężczyzna też go ma?
Osoby słuchające, otwarte na innych, zainteresowane światem, są pozytywnie postrzegane niezależnie od płci. Podobnie te świadome swojej seksualności i tego, co mogą dać drugiej osobie. Kłopot w tym, że kultura stawia inne wymagania kobietom i inne mężczyznom od wczesnych faz rozwoju. Niedawno spotkałam się z dziewczynką, która nie chciała pójść do przedszkola w rajstopach, bo uważała, że wygląda w nich za grubo. Dziecko w tym wieku w ogóle nie powinno się zajmować swoim wyglądem, uważać, że ma jakieś niedostatki, wbijać się w kompleksy – ale to jest efekt presji kultury na bycie pięknym i nieskazitelnym, której ulegają też rodzice i przenoszą ją na własne dzieci.

Czym to może skutkować dla takiej dziewczynki, kiedy już dorośnie?
Brakiem kolejnego elementu seksapilu – pewności siebie, która przecież jest nie tylko świadomością własnych zalet, lecz także otwartością na doświadczenia seksualne. Jest mnóstwo pięknych kobiet, które nie dostrzegają własnej atrakcyjności albo jej nie doceniają. Bo ich samoocena nie była wzmacniana w okresie dorastania, bo uczono je, że nie powinny manifestować kobiecości, bo ktoś im wmówił, że nie są dość dobre. To problemy z samooceną najczęściej sprowadzają klientów do gabinetów terapeutów. Ich źródłem, poza błędami wychowawczymi, mogą też być późniejsze doświadczenia, na przykład złe związki. Niekiedy pewność siebie w aspekcie seksualnym można poprawić, poszerzając swoją wiedzę o tym, co można robić, na ile można się otworzyć na drugiego człowieka, ale też na temat technik seksualnych czy nawet antykoncepcji, bo trudno oczekiwać otwartości seksualnej od kogoś, kto nieustannie lęka się niechcianej ciąży. Pewność siebie to zgoda na własną seksualność, brak strachu, poczucia wstydu czy winy z nią związanych. Jeśli mowa o kobietach, chodzi o myślenie: „Wiem, że mogę być atrakcyjna, lubię swoją kobiecość, zgadzam się na nią we wszystkich jej przejawach”.

Można się tego nauczyć?
Oczywiście. Są nawet kursy z tego zakresu. Choć ja radziłabym raczej refleksję nad sobą, świadome przepracowanie swojej kobiecości.

To znaczy?
Warto przede wszystkim zwrócić uwagę na samoocenę związaną z ciałem. Zwłaszcza będąc już dojrzałym człowiekiem, warto sobie powiedzieć: albo zmieniam to, co mi nie pasuje, albo po prostu zaczynam siebie lubić. Drugi wariant jest prostszy i tańszy. Świadomość swoich niedoborów, umiejętność ich maskowania, ale też zgoda na to, że istnieją, to jest klucz do tego, żeby było nam dobrze ze sobą.

Zajęcia, na których uczy się striptizu, plastyki ruchu, technik uwodzenia – to może pomóc?
Ja preferuję pracę indywidualną, bo to z reguły daje szybsze efekty. Ale dzięki pracy w grupie można się spotkać z innymi osobami, które też zmagają się z niedoskonałościami własnego ciała. A nauka striptizu? Namówienie osoby, która ma duże problemy z samoakceptacją, do tego, żeby go zrobiła, może być przełamujące, ale jednak najpierw musi zmienić myślenie i spostrzeganie swojej kobiecości. Tylko wówczas jej występ przed partnerem nie będzie się wydawał jej samej śmieszno-straszny, a będzie obustronną przyjemnością, co z pewnością poprawi związek.

Marilyn Monroe, postrzegana jako symbol seksu, nigdy nie zbudowała szczęśliwej relacji z mężczyzną...
...a miała mnóstwo takiego zewnętrznego, manifestowanego seksapilu. Tyle że z jej biografii wiemy, że ona raczej nie była autentycznie pewna siebie. Każdy potrafi czasem poudawać, zagrać osobę seksowną. Ale jeśli pod tym nie ma pewności i świadomości siebie, a zamiast tego jest dużo lęku, niepokoju, nieśmiałości, wycofania, to przedstawienie długo nie potrwa.

Blondynka nad przepaścią

A co z tłumami seksownych, samoświadomych żylet intelektu okupujących kawiarniane stoliki z innymi singielkami i to wcale nie z wyboru?
Do stworzenia dobrego i trwałego związku trzeba dwojga, więc najwyraźniej źle trafiały. Jeśli ktoś bardzo atrakcyjny zwiąże się ze znacznie mniej atrakcyjnym, może kwitnąć, ale może też marnieć, jeśli „słabsza” połowa będzie dążyć do wyrównania poziomów przez obniżenie jej samooceny.

Mężczyzna może jeszcze nadrobić zamożnością. A jeśli odwrócimy sytuację: wybitnie atrakcyjny mężczyzna ma zupełnie zwyczajną partnerkę?
To pokazuje, jak bardzo atrakcyjność jest wielowymiarowa i że w tej grze ważne są nie tylko piękno i zamożność. Prawdopodobnie te nieszczególnie urodziwe panie są jednak wybitnie atrakcyjne pod jakimiś mniej ewidentnymi względami – i średnia atrakcyjności wychodzi u obojga partnerów podobnie. W związku superzabawnego brzydala i pięknej, ale jędzowatej kobiety ta średnia także się zgadza. Trudno sobie wyobrazić osobę, która by stuprocentowo spełniała wszystkie kryteria dotyczące atrakcyjności. Ale każdy z nas ma w sobie coś. Świadomość tego czegoś to podstawowa sprawa, jeśli chodzi o seksapil.

Wystarczy, żeby druga strona natychmiast to dostrzegła?
Tak. Ale ważne są również okoliczności, w jakich się kogoś poznaje.

Blondynka spotkana nad przepaścią w górach wyda się bardziej intrygująca, niż gdyby po prostu szła ulicą?
To też. Ale chodzi również o to, kto z jakimi bodźcami się kojarzy. Jeśli kobieta trafi z przeraźliwym bólem zęba do dentysty, to nawet najbardziej atrakcyjnego mężczyznę w poczekalni skojarzy ze swoim fatalnym samopoczuciem i wyda jej się mało interesujący.

A gdyby go spotkała jeszcze kilka razy, już wyleczona z bólu?
Mogłoby to poprawić jego notowania, ale nieznacznie. Kolejne bowiem, co wpływa na odbiór atrakcyjności, to efekt ekspozycji. Ktoś, kogo widzimy po raz piętnasty, może nam się zacząć podobać bardziej niż za pierwszym razem. Jednak (pechowo dla pana z poczekalni) pod warunkiem, że pierwsze wrażenie było pozytywne.

Nie jestem pewna, czy koledzy z pracy wydają mi się bardziej seksowni.
Ale u większości ludzi tak to działa. Codzienne czynności w jakiś sposób wybierają człowiekowi partnera. Jeżdżenie zazwyczaj tymi samymi środkami komunikacji do pracy, chodzenie do konkretnej siłowni czy kina sprawia, że natykamy się na te same osoby. Te widziane najczęściej dostają bonus za ekspozycję.

Po co we mnie seks

Zastanawiam się wciąż, po co właściwie natura wymyśliła seksapil? Przecież to oszustwo, ewolucyjne bicie piany. Ładniejsi ludzie wcale nie są lepszymi osobami niż brzydsi, kobiety z większym biustem nie muszą bardziej sprawdzać się w macierzyństwie niż te z mniejszym, a mężczyźni z kwadratową szczęką nie są życiowo mądrzejsi niż ci z tyłozgryzem.
Jeśli pyta pani o podejście psychologii ewolucyjnej, to w jego świetle chodzi oczywiście o wydajność w przekazywaniu genów. Pewne cechy mają nas skłonić do wyboru określonych partnerów i wchodzenia w relacje – trwałe z punktu widzenia kobiet, nietrwałe z punktu widzenia mężczyzn.

O ile w przypadku mężczyzn można liczyć na to, że ten mający lepszy status materialny zapewni potomstwu bardziej godziwe warunki życia, o tyle trudno mieć nadzieję, że piękniejsza kobieta troskliwiej niż brzydsza zatroszczy się o dzieci.
Ale urodzi je ładniejsze i częściej wybierane przez dobrych partnerów, kiedy dorosną. A dzięki temu będą się rozprzestrzeniać także geny ojca. Jest w tym więc ciąg logiczny. Oczywiście psychologia ewolucyjna to tylko jeden z nurtów, prawdę mówiąc, mnie niezbyt bliski. Jednak nieścisłości, na które pani zwraca uwagę, nazwałabym nie tyle oszustwem, ile raczej brakiem aktualizacji. Wciąż rządzą nami pewne pozostałości ewolucyjne, podobają się cechy, które z dzisiejszej perspektywy faktycznie nie mają znaczenia. Ale też te zewnętrzne wabiki – jak mówiłam na początku – dość szybko przestają mieć znaczenie, także dlatego, że szybko przyzwyczajamy się do nagród, i tracą one swoją wartość. Czyjaś uroda staje się oczywistością, mimo że z początku zachwycała, powszednieje. I wtedy okazuje się, że naprawdę najważniejsze jest to nieokreślone coś.

rozmawiała Joanna Cieśla

***

Rozmówczyni jest psychologiem i seksuologiem. Wykłada na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną