Dlaczego temat seksu wywołuje tyle emocji

Kompleks dziurki od klucza
Izabela Jąderek o tym, dlaczego seks – własny i innych – tak zaprząta ludziom myśli.
Izabela Jąderek
Leszek Zych/Polityka

Izabela Jąderek

Katarzyna Czarnecka: – Czy dużo osób myśli o seksie innych ludzi?
Izabela Jąderek: – Tak. Seks zawsze był interesujący. Cudzy zwłaszcza. W końcu to ważny element ludzkiego funkcjonowania.

Własnego. Ale innych?
Do pewnego momentu społeczności same decydowały, co w kwestii zachowań seksualnych mogą tolerować, a czego nie. A żeby coś unormować, trzeba coś o tym wiedzieć. Współcześnie wiele kwestii dotyczących zachowań seksualnych reguluje prawo, a i z rozwojem psychologii czy medycyny powstały odpowiednie klasyfikacje, według których można stwierdzić, co jest normą, a co nie. Ale niezależnie od wszelkich klasyfikacji popartych badaniami istnieją normy społeczne, a człowiek ma tendencje do oceniania zachowania innych, biorąc pod uwagę własne wartości lub przekonania obowiązujące w określonej grupie ludzi. Weźmy na przykład homoseksualność czy biseksualność. Od kilkudziesięciu lat wiadomo, że nie są to choroby, a i tak w wielu środowiskach nadal ocenia się je negatywnie.

To się jednak coraz szybciej zmienia.
Na świecie tak. Ale Polacy są w większości wychowywani w duchu katolickim, wiara stanowi jeden z podstawowych wyznaczników naszej kultury. Jesteśmy w dużym stopniu homogeniczni. Różnorodność – nieważne – seksualna, płciowa, religijna czy etniczna nie jest przez wielu mile widziana. Każda nowość, każda odmienność są traktowane jako coś negatywnego. Wywołują one lęk.

Przed czym?
Przed tym, że zaraz ten ktoś inny zabierze Polakowi wszystko, na co pracował. Kupi ziemię, odbierze pracę lub kobietę, a dzieci zdemoralizuje. Lęk ogranicza mu umiejętności poznawcze. Nie akceptuje więc tego, co mówi nauka, zmian, jakie zachodzą na świecie – także, a może przede wszystkim, w kwestiach obyczajowych. Ale też człowiek ma to do siebie, że mimo wszystko jest ciekawy innych ludzi. A że seks czy seksualność to sprawy bardzo intymne, zwyczajowo ukryte, tym bardziej próbuje się im przyjrzeć. Często chcąc w ten sposób odreagować własne zahamowania, kompleksy i niepowodzenia w życiu seksualnym, bo łatwiej oceniać kogoś, niż przyjrzeć się krytycznie sobie.

Potrzebę poznania cudzej seksualności ludzie zazwyczaj zaspokajają, chodząc na filmy czy przedstawienia teatralne, w których pojawiają się seks, intymność, realizacja czasem bardzo odważnych fantazji. Przyglądają się w muzeum rzeźbom przedstawiającym nagie ciała, których narządy płciowe nie są ukryte. Czytają książki, w których są wątki związane z życiem seksualnym, z otwartością, pruderią czy brakiem zahamowań. Są jednak też woyeryści, czyli ci, dla których jedyną formą dającą satysfakcję seksualną jest podglądanie osób uprawiających seks, ale to jest zaburzenie preferencji seksualnych. W końcu są tacy ludzie, którzy intencjonalnie interesują się cudzym życiem i nie mogą się oprzeć pokusie zaglądania w nie jak do zamkniętego pokoju przez dziurkę od klucza. Niestety, to wiąże się z ocenianiem czyichś decyzji, związków, postaw, przekonań i wartości: no, ja bym czegoś takiego nie zrobił, to jest nienormalne.

Większość jednak wstydzi się myśleć o erotycznym aspekcie życia, że o mówieniu nie wspomnę. Ten temat rodzi w ludziach ogromne napięcie.
Religia powoduje coś jeszcze: seks jest tabu. Człowiek o tym przekonany, dla którego jednocześnie seks jest ważną sprawą, czuje się spętany, kojarzy przyjemność z czymś negatywnym, co rodzi frustracje. Napięcie wywołuje to, że jest oceniany przez pryzmat seksualności, która przecież jest elementem zdrowia. Księża, a za nimi politycy ideologicznie związani z Kościołem, wydają się wyrokować, jak nam wolno seks uprawiać, co nam przystoi, co jest akceptowalne, a co jest grzechem. Starają się też ograniczyć dostęp do in vitro czy środków antykoncepcyjnych. Tymczasem seksualność, jeśli nie ma w niej krzywdy, przymusu i nierównych relacji, nie może być regulowana w sposób opresyjny. Każdy powinien mieć swobodę bezpiecznych i konsensualnych relacji seksualnych, decyzji dotyczącej związków, potomstwa, bo one dają szczęście, poczucie miłości, przynależności, akceptacji i wiele innych pozytywnych uczuć. W momencie, w którym ktoś człowiekowi to odbiera, staje się on sfrustrowany, może reagować agresją, a nawet przemocą. Generalnie jest nieszczęśliwy. No, ale nieszczęśliwymi osobami bardzo łatwo jest kierować i manipulować.

Edukacja antyseksualna

Rozumiem, że lepszym pytaniem byłoby nie to, czy ludzie interesują się seksem innych, ale: dlaczego i w jaki sposób? Na przykład: w jakim stopniu rodzice powinni interesować się seksem swoich nastoletnich dzieci?
Ich ciekawość jest jak najbardziej pożądana. Powinni wiedzieć, na jakim etapie rozwoju seksualnego jest ich dziecko, by decydować, czy nie trzeba w sprawie jakiegoś zachowania interweniować i czego powinno się uczyć. Niestety, nie wszyscy mają odpowiednią wiedzę, więc często edukacja ogranicza się do rygorystycznych zakazów i nakazów, np.: nie wolno „tego” robić do ślubu, nie wolno się „tam” dotykać. Tymczasem wszelkie badania wskazują, że im większe obostrzenia, tym bardziej ryzykowne i przypadkowe są zachowania seksualne młodzieży, a wiek inicjacji się obniża. Mówienie dzieciom o fizjologii, o anatomii, o antykoncepcji, o asertywności, o tym, że należy seks łączyć z uczuciem, żeby się nie spieszyć, żeby podjąć decyzję odpowiedzialnie, a nie na przykład pod wpływem alkoholu czy pod wpływem chwili, to elementy edukacji seksualnej, która powinna być naturalna. Nastolatek w świecie, gdzie seksualizacja jest ogromna, będzie próbował eksplorować własne granice i jeśli nie będzie mógł dowiedzieć się niczego sensownego w domu czy w szkole, poszuka sobie informacji u rówieśników albo w internecie.

A jeśli rodzice funkcjonują w stylu: „córeczka tatusia, synek mamusi”. I dręczy ich seksualność dzieci, bo nie mogą pogodzić się z faktem, że one dorastają?
Niepokoić trzeba się dopiero wtedy, kiedy rodzic nie pozwala dziecku na naturalną dla niego intymność – niby to przypadkiem wchodzi do łazienki, w której dziecko się kąpie, próbuje je podglądać, albo kiedy usiłuje spać z dzieckiem, kiedy ono ma 15 czy 16 lat, co bardzo źle wpływa na jego rozwój psychoseksualny. A także kiedy zabrania spotykać się z bliską sercu koleżanką czy kolegą. Ojcowie często chcą być pierwszoplanowymi mężczyznami w życiu swoich córek, a matki – najbardziej wyjątkowymi kobietami dla synów. I zdarza się później, że kontrolują nawet dorosłe dzieci, ingerują w ich związki, w ich własne rodziny. W zdrowych warunkach jednak zdają sobie sprawę, że coraz większa samodzielność dzieci nie musi być rozpatrywana w kategoriach utraty.

Na pewnym etapie sytuacja się odwraca: dorosłe dzieci mają problem z seksualnością swoich starzejących się rodziców. Z czego to wynika?
To także kwestia wychowania i edukacji. Przekaz społeczny jest taki, że seks czy też seksualność wiąże się z młodością. W momencie, w którym tak ukształtowany człowiek przekonuje się, że osoby w wieku na przykład 60 czy 70 lat mają potrzeby seksualne, wydaje mu się to czymś co najmniej dziwnym. Mało kto rozumie, że seksualność rozwija się od momentu urodzenia aż do śmierci i niezależnie od tego, czy człowiek ma lat 15 czy 75, może wykazywać aktywność seksualną. Oczywiście adekwatną do wieku i możliwości. Poza tym starsze osoby bardzo często przeżywają swoją drugą młodość, kiedy dzieci mają już dawno odchowane i więcej czasu, żeby się cieszyć sobą. I nawet jeśli nie uprawiają seksu codziennie, to celebrują czułość i dotyk.

Tyle że muszą to robić w ukryciu, bo jeśli się pocałują na ulicy, spotykają się ze zdumieniem albo uśmieszkiem politowania?
Niewykluczone. Byłam kiedyś na pokazie hiszpańskiego filmu „Życie zaczyna się dzisiaj” o seksualności osób starszych. Po projekcji była dyskusja z Ewą Wanat i dr. Andrzejem Depko. Pierwsze pytanie, które zadali widzom, brzmiało: Czy uważacie, że osoby starsze mogą uprawiać seks? Z całej sali zaledwie kilka osób podniosło rękę na „tak”. Większość uważała, że to jest nieprzyzwoite, dziwne, że jak ktoś zaczyna się starzeć, to na pewno już nie ma żadnych potrzeb seksualnych. Stąd m.in. bierze się przekonanie, że starsze osoby powinny siedzieć w domu i niańczyć wnuki. Dlatego cieszę się, że powstaje coraz więcej filmów pokazujących, że seks w starszym wieku może być fantastyczny. I że można się go uczyć. To bardzo ważne, bo starsze dziś osoby były wychowywane w czasach, kiedy edukacja dotycząca seksualności była zupełnie inna, więc oni często teraz poznają siebie na nowo.

Gej i kropka

Grupą, na którą poza rodziną różne osoby zwracają uwagę, są homoseksualiści. Mam jednak wrażenie, że zdanie: „jak myślę, co dwóch facetów robi w łóżku, to chce mi się rzygać”, częściej można usłyszeć z męskich ust.
Tak. To ma kilka przyczyn. Po pierwsze, panowie bardzo się boją, że ktoś może ich uznać za homoseksualistów, bo bycie gejem jawi się im jako bardzo niemęskie. Po drugie – i dużo ważniejsze – żyją w heteronormatywnym społeczeństwie, w którym są socjalizowani do tradycyjnie pojmowanych ról płciowych i wiedzą, że jakiekolwiek odstępstwo od tej normy jest bardzo negatywnie postrzegane. Próbują zatem w każdy możliwy sposób utwierdzić innych w przekonaniu, że jedyną normą przez nich akceptowaną jest heteroseksualność.

Tylko dlaczego potrafią nagle wygłosić taką wulgarną kwestię, nawet jeśli nikt ich o stosunek do gejów nie pyta?
Bo może być też tak, że próbują wyprzeć swoje świadome lub ledwo świadome pożądanie seksualne w kierunku tej samej płci. Strach na różnych poziomach jest tutaj kluczowy. Zdarzają się mężczyźni, którzy są hetero, ale mają fantazje czy potrzeby dotyczące penetracji analnej. Nie mówią jednak o tym nawet swoim stałym partnerkom w obawie, że i one mogą nabrać wątpliwości co do ich orientacji. I nic tu nie zmienią wskazówki lekarzy, że warto masować prostatę, bo to jest ważne dla zdrowia. Seks analny to dla nich zagrożenie dla poczucia męskości. Kropka.

Szczerość w łóżku to niezbędny element miłości. Każdy powinien to wiedzieć.
Niestety, wiedza Polaków na temat seksu jest mocno ludowa. Mówiąc w sporym uproszczeniu, mogą godzinami deliberować na temat pozycji seksualnych, ale w sprawie elementów zdrowia seksualnego trudno się im czymkolwiek popisać – deklarują, że seksualność jest dla nich ważna, ale kwestie związane ze zdrowiem, chorobami i ich wpływem na życie seksualne już nie są tak interesujące, żeby sięgnąć po materiały edukacyjne. Mają niewielkie pojęcie o tym, jak seks wpływa na emocjonalność, jakie daje możliwości, nie wiedzą, jak dbać o swoje granice i je chronić, jak przekonania i wartości wpływają na relacje i podejście do wychowania, oceniania innych. Niewiele wiedzą o złożoności i różnorodności potrzeb w tym zakresie. Myślą więc bardzo wąskotorowo i jednoznacznie: pan z fantazjami o seksie analnym to gej i nie ma o czym rozmawiać.

Mężczyźni łatwiej znoszą myśl o seksie homoseksualnym kobiet. Dlaczego nie budzi to w nich takiego obrzydzenia? Jest intrygujące?
Na bliskość i czułość kobiet jest w ogóle większe społeczne przyzwolenie. Mało kto zwraca uwagę na to, że trzymają się za ręce, przytulają czy dają sobie buziaki. Nie postrzega się tego jako coś niezdrowego. Zresztą niektórzy geje feminizują się, mówiąc byłam, zrobiłam, poruszając się jak dziewczyny itd. Czasem to jest przyjmowane żartobliwie, czasem lekko prześmiewczo, ale zazwyczaj bez agresji. Ale jeśli mężczyzna trzyma drugiego mężczyznę za rękę, to już jest poważne przekroczenie. Druga kwestia jest – znowu – związana z religią. W Starym Testamencie na temat związku homoseksualnego kobiet nie ma ani słowa, za to homoseksualność mężczyzn jest potępiana. Trzecia rzecz: bardzo wielu panów marzy o tym, żeby uprawiać seks z dwiema kobietami, a jeżeli one by jeszcze czuły pociąg seksualny do siebie, to byłoby idealnie.

Czy można powiedzieć, że spore zainteresowanie budzi także seks innych mniejszości – osób niepełnosprawnych?
Owszem. Wielu ludzi jest zdania, że osoby z niepełnosprawnościami – czy to intelektualną, czy fizyczną – nie powinni uprawiać seksu, bo po co im on. Rodzice dzieci z niepełnosprawnością często więc nie podejmują żadnych prób rozwijania ich seksualności. Nie rozmawiają z nimi na ten temat, a o tym, że można byłoby np. mówić im o dojrzewaniu psychoseksualnym, o zmianie ciała, o asertywności, uświadomić im, czym jest masturbacja będąca dla większości jedyną formą zaspokajania swoich potrzeb i dlaczego nie ma w niej nic złego, nawet nie pomyślą. Czasami nawet negują ich płciowość. Proszę zwrócić uwagę, jak wyglądają np. nastolatki z zespołem Downa. Kiedy widzę je na ulicy, czasami nie jestem w stanie rozpoznać, jaka jest ich płeć, bo one wyglądają bardzo podobnie: mają włosy obcięte w charakterystyczny sposób, są ubierane w stylu – mówiąc eufemistycznie – uniseks. Później rodzice się zastanawiają, dlaczego w stosunku do osób z niepełnosprawnością jest tyle zachowań przemocowych, dlaczego bywa, że one same dopuszczają się przemocy. A skąd to dziecko ma wiedzieć, skoro nikt mu tego nie powiedział, nikt go nie uczył? Rodzice często nie rozumieją, że seksualność to nie tylko seks, ale także asertywność seksualna, wyznaczanie granic. Jeśli nie nauczą tego dzieci, prędzej czy później pojawią się problemy.

W przypadku niepełnosprawności fizycznych statystyki pokazują dodatkowe kulturowe ograniczenie: społecznie znacznie lepiej jest przyjmowana sytuacja, kiedy w parze kobieta jest sprawna, a mężczyzna np. porusza się na wózku. Negatywnie postrzega się kobietę z niepełnosprawnością, która decyduje się na dziecko. To też pokazuje, że seksualność kobiet nadal jest bardziej represjonowana.

Zająć się sobą, nie sąsiadem

Czy różnica między kobietami i mężczyznami jest widoczna także w myśleniu o seksie?
Tak. Widać ją już u nastolatków. Wiek dojrzewania nazywany jest dezintegracją seksualną okresu dojrzewania, co ma związek z tym, że chłopcy i dziewczynki inaczej postrzegają kwestie seksualności. Dziewczynki najczęściej wypierają swoje potrzeby seksualne, a skupiają się głównie na emocjach, chłopcy najczęściej bardzo aktywnie myślą o seksie i chcieliby go uprawiać. Uczucia integrują się z zachowaniami seksualnymi po kilku latach i wtedy człowiek jest zdolny do budowania związków, relacji i doświadczania głębokich uczuć względem osoby o tej samej czy odmiennej płci.

Jakie znaczenie mają tu uwarunkowania ewolucyjne?
Mężczyzna ewolucyjnie dąży do tego, żeby zapłodnić jak największą liczbę partnerek. Nic więc dziwnego, że myśli o seksie dużo. Kobieta, która ponosi znacznie większe koszty seksu, bo nieomal każdy kontakt seksualny może skutkować dla niej ciążą, będzie myślała raczej o tym, jak znaleźć odpowiedniego partnera, a nie ogólnie o seksie. Można tak spojrzeć z perspektywy psychologii ewolucyjnej. Ale w czasach liberalizacji postaw dotyczących seksualności to się już mniej sprawdza. Choćby dostępność antykoncepcji, ale też świadomość potrzeb, no i rewolucja seksualna, postęp w wiedzy sprawiają, że coraz więcej kobiet prowadzi rozbudowane życie seksualne. Nadal są na cenzurowanym, bo cały czas mówi się o podwójnym standardzie seksualnym, czyli że mężczyznom „przystoi” więcej niż kobietom, ale i na tym polu dążą do pewnego równouprawnienia.

Chciałoby się powiedzieć, że w myśleniu o seksie nie byłoby nic złego, gdyby nie wszystkie te dodatkowe aspekty, o których pani mówi.
Tak, bo jaka jest motywacja osób, które zastanawiają się nad tym, co się dzieje u sąsiada w sypialni? Tak naprawdę nikomu nic do tego, czy on i jego partnerka lubią się podwieszać, czy ona wychodzi w skórze lamparciej i wyciąga na niego biczyk, jeśli jednemu i drugiemu sprawia to przyjemność. Lub jeśli za ścianą mieszkają dwie kobiety i wychowują dziecko. Jeśli komuś chodzi to po głowie, powinien zadać sobie kilka pytań: Dlaczego mi to przeszkadza? Czy mi czegoś brakuje w seksie? Skąd u mnie tak negatywna postawa wobec czyjegoś związku? Czy jest coś, czego chciałbym spróbować? Nie ma nic złego w interesowaniu się, bo to przynosi wiedzę o sobie, pozwala uświadomić sobie różnorodność zachowań seksualnych, wielość ludzkich zainteresowań i preferencji. To człowieka wzbogaca.

Ale żeby to osiągnąć, nie trzeba koniecznie podglądać sąsiada?
Szczególnie że byłoby to raczej zastanawiające, a instalacja kamer w jego sypialni mocno skomplikowana. Ale już poważnie: są sposoby, żeby dowiedzieć się więcej o życiu seksualnym ludzi. Choćby rozmowa, i to niekoniecznie od razu ze specjalistą. Zdarza się, że osoby będące ze sobą w bliskich relacjach wymieniają się doświadczeniami albo fantazjami seksualnymi. Można oglądać programy dokumentalno-edukacyjne, np. o różnych kulturach i o tym, jak wyglądają tam związki. Poza tym są miejsca do nauki: warsztaty pozwalające poznać lepiej i oswoić własną seksualność, szkolenia, debaty z zakresu seksualności człowieka. Trzeba przestać się bać samego siebie i swoich potrzeb. Wtedy zaglądanie przez dziurkę od klucza przestaje być potrzebne.

rozmawiała Katarzyna Czarnecka

***

Rozmówczyni jest psychologiem i seksuologiem, edukatorką seksualną i trenerką umiejętności psychospołecznych certyfikowaną przez Instytut Edukacji Społecznej i National Open College w Wielkiej Brytanii. Jest w trakcie studiów doktoranckich, wykłada na Uniwersytecie SWPS.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną