Skąd biorą się stereotypy o singielkach?

Era panny
Jak się czują współczesne singielki i jak społeczeństwo je widzi.
Europejskie singielki jeszcze w XIX i na początku XX w. były zobligowane do świadczenia pomocy rodzinie, u której zamieszkiwały.
Carmen Jost/Flickr CC by 2.0

Europejskie singielki jeszcze w XIX i na początku XX w. były zobligowane do świadczenia pomocy rodzinie, u której zamieszkiwały.

Renée Zellweger jako filmowa Bridget Jones
Universal/Courtesy Everett Collection/EAST NEWS

Renée Zellweger jako filmowa Bridget Jones

Singielki – bezsprzecznie nowe, potężne zjawisko w życiu społecznym. Ale i potoczne wyobrażenia na ich temat, i obraz wyłaniający się z badań naukowych nie jest jednoznaczny. Wykształcone, kreatywne profesjonalistki, szczęśliwe w swej niezależności i autonomii? Czy jednak kobiety, które wcześniej czy później dopada samotność i społeczne piętno zgorzkniałej starej panny?

Elżbieta wiosny nie czyni

Dr Julita Czernecka, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, w książce „Wielkomiejscy single” przekonuje, że życie samotne z wyboru istniało w każdym społeczeństwie, niezależnie od epoki i typu kultury. W czasach przednowoczesnych decydowały się nań osoby pełniące ważne funkcje w swoich społecznościach: kapłani, szamani, wróżbici, artyści i filozofowie, albo też funkcjonujący na marginesie życia społecznego: włóczędzy, dziwacy i żebracy. W kulturze europejskiej szmat czasu małżeństwo stanowiło kontrakt zabezpieczający jednostkę pod względem ekonomicznym oraz gwarantujący możliwość reprodukcji. Wyjąwszy osoby wybierające celibat umotywowany religijnie (księża, zakonnice, zakonnicy), wszystkich innych, którym nie udało się małżeństwa zawrzeć, uznawano za nieszczęśliwych, pokrzywdzonych przez los, bez perspektyw na dostatnie życie. Szczególnie negatywnie postrzegano niezamężne kobiety. Stygmatyzowano je jako stare panny, bezużyteczne dla rodziny i społeczeństwa. Zakładano, że nie udało im się zdobyć męża ze względu na defekty natury fizycznej, psychicznej, społecznej lub brak godziwego posagu.

W 1563 r., gdy Izba Lordów zasugerowała królowej Elżbiecie I konieczność wyjścia za mąż, ta odparła, że męża już wybrała i jest nim królestwo Anglii (to wersja oficjalna, ponoć w rzeczywistości rzekła: „lepiej być samotną i żebraczką niż królową i mężatką”). W tym czasie królowa zaliczała się do nielicznej kategorii kobiet, które mogły obyć się bez męża.

Europejskie singielki jeszcze w XIX i na początku XX w. były zobligowane do świadczenia pomocy rodzinie, u której zamieszkiwały. Do I wojny światowej tzw. staropanieństwo akceptowano, o ile panie, które obrały samotną drogę życia, poświęcały się dla innych np. poprzez pełnienie roli służących, nauczycielek lub dam do towarzystwa.

Wraz z industrializacją i urbanizacją, z powodu których młodzi ludzie zmieniali miejsce zamieszkania w poszukiwaniu pracy, typowa rodzina z wielopokoleniowej przeobrażała się w nuklearną. W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na wykwalifikowanych pracowników upowszechniała się edukacja – również pośród kobiet, coraz częściej podejmujących pracę zarobkową. I gwałtownie rosła liczba pań niezamężnych.

Singielki żyjące na przełomie XIX i XX w. w USA były wysoce przedsiębiorcze. Trudniły się handlem (importowanymi towarami, książkami oraz tkaninami). Wdowy często prowadziły gospody albo pośredniczyły w sprzedaży ziemi. W 1900 r. pracę zarobkową podejmowało 20 proc. Amerykanek. Najczęściej były to właśnie młode singielki. Stanowiły mocne źródło wsparcia materialnego dla rodziny – zwłaszcza w czasie Wielkiego Kryzysu. Nie znaczyło to wcale, że na nowym kontynencie dokonała się już wtedy nieodwracalna przemiana, jeśli chodzi o postrzeganie społecznej roli kobiet. Mężczyźni po powrocie z frontów II wojny światowej masowo podejmowali zatrudnienie, podczas gdy kobiety równie powszechnie wycofywały się z rynku pracy do domowych pieleszy. Ów ruch wspierała amerykańska propaganda z lat 50., która głosiła, że damska aktywność powinna ograniczyć się do opieki nad dziećmi i prowadzenia domu. Pisma kobiece ostrzegały przed niebezpieczeństwami wiążącymi się z łączeniem pracy zawodowej z życiem domowym. Osoby żyjące bez partnera, homoseksualne czy nawet bezdzietne pary piętnowano i dyskryminowano.

W Europie tymczasem po II wojnie światowej przybyło singielek z oczywistego powodu: wdowieństwa. Jednakże małżeństwo wciąż było w modzie: z początkiem lat 50. młodych ludzi do związków zachęcała fala powojennego optymizmu. Chociaż praca zawodowa kobiet stawała się czymś normalnym, to rzadko wykluczała ona tradycyjnie pojmowaną rolę żony i matki. Kobieta miała się prawdziwie spełniać w domu, służąc bliskim.

Związki ponowoczesne

Dopiero w tzw. społeczeństwie ponowoczesnym, w które wpisana jest chroniczna zmienność, na znaczeniu zyskały indywidualizm i samorealizacja. Coraz lepiej wykształcone i niezależne finansowo panie zaczęły stawiać na realizację własnych potrzeb.

W latach 70. w krajach zachodnich zaczęły upowszechniać się alternatywne wobec tradycyjnego małżeństwa formy związków. Spopularyzowały się relacje kohabitacyjne (wspólne mieszkanie partnerów niebędących małżeństwem) oraz związki typu LAT (ang. Living Apart Together – pozostawanie w stałych związkach, lecz zamieszkiwanie w oddzielnych gospodarstwach domowych), małżeństwa bezdzietne z wyboru DINKS (ang. Double Incomes No Kids – podwójny dochód, brak dzieci) oraz wspólne mieszkanie młodych, niespokrewnionych ze sobą osób – popularne szczególnie w ośrodkach akademickich. Przybywało też oficjalnie dzielących życie par homoseksualnych. Oraz singli.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną