Jak traumy z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie

Wadliwa instrukcja życia
Czy warto wciąż pytać rodziców: Jak mogliście mi to zrobić?
Kadr z filmu „Pręgi” w reż. Magdaleny Piekorz, wg scenariusza Wojciecha Kuczoka z 2004 r.
Studio Filmowe Tor

Kadr z filmu „Pręgi” w reż. Magdaleny Piekorz, wg scenariusza Wojciecha Kuczoka z 2004 r.

Kadr z filmu „Pręgi”.
Studio Filmowe Tor

Kadr z filmu „Pręgi”.

Tekst ukazał się w nowym Poradniku Psychologicznym „Ja My Oni” – „Jak być wystarczająco dobrą rodziną”, dostępnym od 14 listopada w kioskach i w internetowym sklepie POLITYKI.

***

Co czwarty dorosły mieszkaniec Polski w jakimś momencie życia doświadcza poważnych problemów psychicznych, diagnozowanych m.in. jako depresja i inne zaburzenia nastroju, fobie, lęk uogólniony, napady paniki, uzależnienia. Takie wnioski wynikają z pierwszych zakrojonych na szeroką skalę, zgodnych z metodologią Światowej Organizacji Zdrowia badań, przeprowadzonych kilka lat temu przez Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, Akademię Medyczną we Wrocławiu oraz Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny. Pojawienie się objawów zaburzeń psychicznych kojarzy się zwykle z niedawnymi wydarzeniami, jak rozpad małżeństwa, utrata pracy, mobbing czy wypadki losowe. Jednak ich źródła leżą głębiej – w instrukcji obsługi życia, którą ludzki umysł tworzy w dzieciństwie.

Powroty zbędne i konieczne

Najważniejsze passusy tej instrukcji na ogół przekazują dzieciom rodzice. Niestabilność, emocjonalna lub fizyczna nieobecność, nadopiekuńczość, przemoc werbalna bądź cielesna – katalog matczynych i ojcowskich zaniedbań jest obszerny. Podobnie – wykaz problemów, z jakimi borykają się osoby, które wyniosły z rodzinnych domów niezdrowe przekonania dotyczące siebie, innych oraz życia, jakimi są m.in. poczucie własnej bezwartościowości, nieufność, skłonność do wycofywania się bądź reagowania agresją (szeroko o tym pisze amerykańska psychoterapeutka Susan Forward w słynnej książce „Toksyczni rodzice”, którą recenzujemy w dalszej części pomocnika).

Rodzicielskie instrukcje niedostosowane do realiów biologicznych i społecznych niekoniecznie prowadzą do rozwoju konkretnych zaburzeń psychicznych – częściej chyba przyczyniają się do trudności w stworzeniu satysfakcjonujących relacji, nadmiernego bądź niedostatecznego angażowania się w pracę, nieumiejętności odróżniania tego, co realne, od tego, co wyobrażone bądź wirtualne, do pogrążania się w poczuciu winy bądź straty czy do nieokreślonego braku zadowolenia z życia.

Człowiek nieprzygotowany przez rodziców do konstruktywnego radzenia sobie z wrodzonymi cechami, takimi jak lękliwość czy impulsywność, własnymi emocjami czy nieuniknionymi przeciwnościami losu, nienauczony szacunku do siebie i innych – więc także akceptacji i jasnego wyznaczania granic – nieprzeszkolony w porozumiewaniu się z otoczeniem bądź nauczony rozpamiętywania przeszłości czy zamartwiania się o przyszłość, prędzej czy później napotyka problemy. Konfrontując się z nimi, może zwrócić się – w poczuciu zagubienia, żalu czy krzywdy – do rodziców z pytaniem: „Jak mogliście mi to zrobić?”.

Czy dziecięce źródła dorosłych trudności oznaczają, że każdy doświadczający ich człowiek powinien dogłębnie przeanalizować swoje wczesne lata? Rzadko jest to potrzebne do osiągnięcia wewnętrznego spokoju i życiowego powodzenia. Najlepszym rozwiązaniem jest przejęcie odpowiedzialności za swoje samopoczucie i działania. Im jednak większych zaniedbań czy nadużyć ze strony rodziców człowiek doświadczył, tym bywa to trudniejsze – a paradoksalnie właśnie wtedy jest najpotrzebniejsze. W przypadku osób, które w dzieciństwie wielokrotnie doświadczyły urazów psychicznych, obarczenie odpowiedzialnością ich sprawców – czyli rodziców, a nie siebie czy świata – jest koniecznym elementem terapii.

Zespół stresu porodzicielskiego

Tak jest np. w przypadku leczenia tzw. złożonego PTSD (CPTSD; complex PTSD), jednostki diagnostycznej, która znalazła się w ICD-11, czyli najnowszej, tegorocznej wersji Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych opracowywanej przez Światową Organizację Zdrowia, a opisywana jest od ponad ćwierć wieku przez Judith Herman, profesorkę psychiatrii na Uniwersytecie Harvarda. Leczenie CPTSD to wielowątkowy proces, który porównuje się do leczenia źle zrośniętego złamania – kość trzeba ponownie złamać, a następnie dopilnować, żeby dobrze się zrosła.

„Dlaczego wyśmiewaliście mnie i poniżaliście? Mamo, dlaczego czasami biłaś mnie, kopałaś? Tato, czemu mnie nie broniłeś?”; „Czemu zawoziliście mnie w wolne dni do dziadka, choć błagałem, żebyście tego nie robili? Czy nie widzieliście, że jestem w coraz gorszym stanie?”; „Tato, jak mogłeś upijać się tak, że podpalałeś meble i goniłeś nas z nożem? Mamo, czemu pozwoliłaś na to, żebyśmy musiały uciekać z domu przez okno?”.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj