Ja My Oni

Rodzinna toksykologia

Destrukcyjne relacje w rodzinie

Tim Gouw / Unsplash
Poradnik dla skrzywdzonych przez rodziców.
Większość dzieci dobrze radzi sobie z brakiem uwagi czy wybuchami złości rodziców, jeśli są one okazjonalne i równoważone akceptacją, zrozumieniem, domową stabilnością.Mirosław Gryń/Polityka Większość dzieci dobrze radzi sobie z brakiem uwagi czy wybuchami złości rodziców, jeśli są one okazjonalne i równoważone akceptacją, zrozumieniem, domową stabilnością.
materiały prasowe

Łączy ich zachwiane poczucie własnej wartości, przejawiające się skłonnością do autodestrukcji. Niszczenie siebie bywa jawne, niczym rozpaczliwy krzyk o pomoc – próby samobójcze, cięcie się, nadużywanie alkoholu, zbyt szybkie jeżdżenie autem czy ryzykowne uprawianie seksu. Na ogół jednak jest ukryte – wyraża się ciągłą samokrytyką, odmawianiem sobie prawa do zaspokajania własnych potrzeb lub niezdolnością tworzenia satysfakcjonujących związków. Tak zachowują się dzieci rodziców, którym swój poradnik „Toksyczni rodzice. Jak się uwolnić od bolesnej spuścizny i rozpocząć nowe życie” poświęciła doktor psychologii i psychoterapeutka Susan Forward (książkę tę napisała we współpracy z pisarzem i scenarzystą Craigiem Buckiem).

Dzieci toksycznych rodziców niosą na barkach przede wszystkim jeden ciężar: były nadużywane – emocjonalnie, intelektualnie, społecznie lub fizycznie – w imię potrzeb rodziców. Susan Forward stawia sprawę jasno: to rodzice powinni zaspokajać potrzeby dzieci, także psychologiczne – a nie na odwrót. Zadaniem matek i ojców jest przygotowywanie córek i synów do samodzielnego życia, czyli wspieranie ich w doświadczaniu i wyrażaniu własnej wartości, niezależności i odpowiedzialności stosownej do możliwości. Rodzice negujący emocje lub potrzeby swoich dzieci, krytykujący je, nadmiernie opiekuńczy bądź wymagający, zaszczepiają w nich poczucie słabości, poniżenia, bezradności. Rodzicielskie toksyny zazwyczaj wsączają się w dzieci stopniowo i długotrwale, jednak zdarzają się też pojedyncze lub kilkukrotne akty fizycznego znieważenia, pozostawiające w dzieciach niszczące doświadczenie traumy.

Niestabilność, emocjonalna lub fizyczna nieobecność, nadopiekuńczość, przemoc werbalna bądź cielesna – Susan Forward przedstawia wyczerpujący katalog matczynych i ojcowskich zaniedbań oraz przewin. Książka oferuje także wykaz problemów, z jakimi borykają się osoby, które wyniosły z rodzinnych domów niezdrowe przekonania dotyczące siebie, innych oraz życia, jakimi są m.in. poczucie własnej bezwartościowości, nieufność, skłonność do wycofywania się bądź reagowania agresją.

Dr Forward wyodrębnia siedem typów destrukcyjnego rodzicielstwa:

Rodzice jak bogowie, przeświadczeni o posiadaniu nieograniczonych praw wobec dzieci, którym wydają się wszechwładni i nieprzewidywalni. Wymagają bezwzględnego spełniania własnych oczekiwań i ambicji, co może przejawiać się surowym treningiem czystości, brakiem tolerancji dla błędów, narzucaniem określonych życiowych decyzji, bezwzględnym kształtowaniem córek i synów „na obraz i podobieństwo swoje”. Wpajają dzieciom przekonanie o własnej sile, a ich słabości. W ten sposób uzależniają je od siebie, co zresztą wspiera kultura nakazująca „czcić ojca i matkę”.

Rodzice nieadekwatni wycofują się z pełnienia roli matki lub ojca, są toksyczni przez zaniedbanie. Ich dzieci czują się nieważne, niewidzialne. Toną w chaosie, bo dorośli – zajęci pracą, własną chorobą czy ucieczką przed nieudanym związkiem – nie uprawomocniają ich potrzeb i emocji, nie stawiają im granic. Usiłując uporządkować rzeczywistość, dzieci często przejmują rodzicielskie obowiązki – uczą się sprzątać lub gotować, pomagają młodszemu rodzeństwu w odrabianiu lekcji, opiekują się matką cierpiącą na depresję bądź porzuconą przez ojca. Przyjmują na siebie odpowiedzialność, której sprostanie przekracza ich możliwości – tego jednak nikt im nie mówi, więc narasta w nich poczucie winy.

Kontrolerzy traktują rodzicielstwo jak lekarstwo na swoją nieumiejętność czerpania satysfakcji z życia i lęk przed odrzuceniem. Zaszczepiają w dzieciach nieufność wobec innych, manipulują i szantażują, poniżają lub schlebiają, grożą odcięciem emocjonalnym lub finansowym. Przemoc „w białych rękawiczkach” służy utrzymaniu córek i synów, także dorosłych, przy sobie – bo bez nich kontrolerzy stają się nikim. Ich dzieci mają trudność z określeniem własnej tożsamości, bywają przytłoczone cudzymi oczekiwaniami, czują się winne, kiedy ich nie spełniają.

Werbalni niszczyciele radzą sobie z własnym poczuciem nieadekwatności, wyzywając lub obrażając dzieci albo prześladując je uszczypliwymi, sarkastycznymi uwagami, często maskowanymi poczuciem humoru. Słowni tyrani rywalizują ze swoimi dziećmi, zyskując dzięki ich poniżaniu chwilowe poczucie mocy i sprawstwa. Mogą też stawiać im nierealistyczne wymagania, przerzucając na nie odpowiedzialność za tworzenie „idealnego” systemu rodzinnego – dzieci takich rodziców na ogół stają się perfekcjonistami.

Dziecięcy bokserzy nie kontrolują swoich impulsów i odreagowują stres fizyczną agresją. Oczekują od córek i synów emocjonalnego wsparcia, m.in. wyrozumiałości wobec swoich napadów wściekłości. Dla dzieci przemoc fizyczna – także uzasadniana tradycją czy religią, których nie rozumieją – jest oczywistym dowodem na to, że są złe, niegodne miłości. W bitych dziewczynkach i chłopcach narasta złość na siebie i świat, połączona z rozpaczliwymi próbami odczytywania nastrojów i oczekiwań innych – bo może uda się zapobiec kolejnym razom, może nawet uda się zasłużyć na miłość?

Kazirodcy dopuszczają się największej z możliwych zdrad. Gwałcąc cielesność dzieci – wymuszając na nich stosunki seksualne, oglądanie swoich genitaliów lub filmów pornograficznych, stymulując je erotycznie – naruszają także ich rozumienie świata i relacje społeczne. Molestowane seksualnie dzieci nie rozumieją, a tym bardziej nie potrafią nazwać swoich doświadczeń – a kiedy znajdują niezgrabnie opisujące je słowa, spotykają się zwykle z niewiarą i odrzuceniem.

Alkoholicy i inni uzależnieni rodzice wsączają w dzieci wiele trucizn opisanych wyżej. Ich córki i synowie czują się niewidzialni – bo najważniejszy jest alkohol, odpowiedzialni – bo pijanego rodzica trzeba położyć do łóżka, nic niewarci – bo często doświadczają przemocy. Charakterystyczny dla toksycznych rodzin system zaprzeczania jest tutaj niezwykle rozbudowany – dzieci alkoholików, zmuszane do gry w „normalną rodzinę”, stają się nieufne i niewyobrażalnie samotne.

Typowy toksyczny komunikat pijącej matki: „Synku, wracam do domu, a ty jak zwykle płaczesz. Znów usiłujesz mi wmówić, że tatuś cię zbił, a przecież on cię kocha. Jak możesz tak robić? Oboje bardzo cię kochamy, ciężko pracujemy, żebyś miał wszystko, czego potrzebujesz. Przytul mnie, bo jest mi źle. A teraz idź się pobawić – zestresowałam się, daj mi chwilę spokoju, muszę wypić drinka”. Matka neguje emocje i potrzeby syna, przerzuca na niego odpowiedzialność za swój psychiczny stan, poniża go i zaszczepia w nim bezradność, a przy tym usprawiedliwia siebie. Gdyby ktoś ją zapytał, czy jej rodzina ma jakieś problemy, zapewne zaprzeczyłaby, ewentualnie jako ich sprawcę wskazałaby „przewrażliwione” dziecko.

Alkoholizm w rodzinie często porównuje się do słonia w pokoju – wszyscy go widzą, lecz udają, że nie istnieje. Słoń zajmuje tak dużo przestrzeni, że nie da się normalnie poruszać ani oddychać, jednak nikt o nim nie mówi i można to odnieść do wszelkich rodzinnych toksyn. Z jednym zastrzeżeniem – dziecko, które dorasta ze słoniem w pokoju, traktuje go jako standardowy element wyposażenia, jak sofę czy komodę. Dzieci nie mają punktów odniesienia innych niż rodzina, więc wszystko, co robią matka i ojciec (oraz dziadkowie, ciotki, wujkowie, rodzeństwo), uważają za naturalne. Małe dziewczynki i chłopcy bezwarunkowo przyswajają przekonania typu: „Tato ma zawsze rację”, „Moje potrzeby się nie liczą”, „Muszę dbać o dobre samopoczucie innych”. Niezdrowe przekonania wnikają w ich psychiczną strukturę i rozwijają się wraz z nimi, wzmacniane zapewnieniami rodziców, że wszystko, co robili i robią, jest wyrazem miłości. Takie przekonania utrudniają dzieciom, także już dorosłym, dostrzeżenie tego, co najważniejsze – tego, że każda istota jest wyjątkowa i wartościowa, godna szacunku i troski.

Susan Forward podkreśla, że większość dzieci dobrze radzi sobie z brakiem uwagi czy wybuchami złości rodziców, jeśli są one okazjonalne i równoważone akceptacją, zrozumieniem, domową stabilnością. Synowie i córki emocjonalnie niszczących ojców i matek znajdą zaś w jej książce wskazówki umożliwiające unormowanie rodzinnych relacji. Warto je wykorzystać, bo toksyczność jest dziedziczna.

Autorka zachęca do ćwiczenia tzw. niedefensywnej komunikacji, umożliwiającej opuszczanie gry, w którą raz za razem wciągają swoje dzieci toksyczni rodzice, w czym wspierają ich mechanizmy mózgowe, społeczeństwo, kultura i zaimplementowane potomstwu umysłowe oprogramowanie. Zamiast „To nie moja wina!” można powiedzieć: „To interesujące”, a wyuczone „Znowu mnie krytykujesz” można zastąpić zdaniem: „Jestem zmęczona, porozmawiamy kiedy indziej”.

Forward zaleca także konfrontację z matkami i ojcami, którzy nie sprawdzili się w swojej opiekuńczej roli – i ta część jej poradnika wzbudza wątpliwości. (Jak ryzykowne są tego rodzaju próby, piszemy w artykule: Wadliwa instrukcja życia).

Mimo dyskusyjnych fragmentów książka – opublikowana po raz pierwszy w 1989 r. – jest wciąż warta czytania, zwłaszcza przez osoby zmęczone brakiem wiary w siebie, świat lub relacje, dręczone poczuciem winy lub krzywdy.

***

SUSAN FORWARD specjalizuje się w ujawnianiu problemów, które ludzie w relacjach ze sobą i innymi ukrywają – co wcale im nie służy. „Toksyczni rodzice. Jak się uwolnić od bolesnej spuścizny i rozpocząć nowe życie” (Wydawnictwo Czarna Owca, 2015, wyd. IV, tłumaczenie: Ryszard Grażyński, tytuł oryginalny: „Toxic Parents. Overcoming Their Hurtful Legacy and Reclaiming Your Life”, współautor: Craig Buck) to jedna z jej samopomocowych książek, przeznaczonych dla osób, które starają się uczynić (nie tylko swoje) życie lepszym. Inne dostępne na polskim rynku pozycje tej autorki to m.in. „Matki, które nie potrafią kochać”, „Toksyczni teściowie” i „Szantaż emocjonalny”.

Ja My Oni „Jak być wystarczająco dobrą rodziną” (100140) z dnia 12.11.2018; Wyrosnąć z dzieciństwa; s. 22
Oryginalny tytuł tekstu: "Rodzinna toksykologia"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną