Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura na weekend

Kultura na weekend. Odc. 281

Daniel Olbrychski dla Polityki: „Wajda taśmę filmową miał we krwi. Był moim mentorem i przyjacielem."

O wieloletniej przyjaźni z Andrzejem Wajdą na planie i poza nim, tęsknocie i spadku po polskich wieszczach Januszowi Wróblewskiemu opowiada Daniel Olbrychski.

Szóstego marca przypada setna rocznica urodzin Andrzeja Wajdy. W tym samym dniu Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zainauguruje Rok Andrzeja Wajdy, a w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha odbędzie się wernisaż przygotowanej przez Krystynę Zachwatowicz-Wajdę wystawy „Wajda. W stulecie urodzin”. W „Kulturze na weekend” Janusz Wróblewski rozmawia z tej okazji z Danielem Olbrychskim, wybitnym aktorem i najbliższym współpracownikiem autora „Popiołu i diamentu”. Reżyser był wizjonerem i gigantem polskiej kultury, którego dzieła odcisnęły piętno na historii nie tylko polskiego, ale i światowego kina. – Wajda uosabiał to, co aktorom jest w kinie najpotrzebniejsze – ciekawość i wzruszenie widza. Swoim zachwytem wyzwalał w nich nieprawdopodobną energię, jednocześnie uruchamiał w sobie najbardziej wnikliwego krytyka – mówi Olbrychski. – Tylko on potrafił połączyć stan bezgranicznej ufności i zakochania z surowym osądem. Jak doświadczony jeździec pokazuje koniowi, że jest zdolny do zrobienia czegoś jeszcze lepszego, tak i Wajda nie pozwolił nam bryknąć czy pomylić przeszkody. Reżyserował absolutnie pewną ręką i w razie czego ostrogą. Wszystko to również jest U Leloucha, Schlöndorffa, Zanussiego, Hoffmana, lecz u Wajdy było wielokrotnie bardziej.

– Miałem niebywałe szczęście, że Wajda zwrócił na mnie uwagę w tak młodym wieku – wspomina aktor. – Byłem na pierwszym roku studiów, miałem dziewiętnaście lat. Polecił mnie Jan Kreczmar, rektor Akademii Teatralnej, a Wajda zaproponował mi „Popioły”. Miałem grać Rafała Olbromskiego. Od razu główną rolę. Docenił moją intensywność uczestnictwa nie tylko w graniu, ale w tworzeniu filmu. To, że w tak młodym wieku zarzucałem go pomysłami, które on mógł wykorzystać. Potem było „Wszystko na sprzedaż”. Uczynił mnie swoim asystentem w „Polowaniu na muchy”. Powiedział mi już wtedy: Daniel w końcu na pewno wyreżyserujesz jakiś film. Bo masz to we krwi. Masz taśmę filmową we krwi. Ale to on ją miał w stopniu nieporównywalnym z nikim innym.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama